czwartek, 29 maja 2014

Przeprosiny i filmik!

Przepraszam że tak długo nie ma notki, ale szkoła itd mama strasznie dużo spraw na głowie. No w skrócie nie mam kiedy pisać. Jednak na pocieszenie mam dla was filmik mojego autorstwa oczywiście o tematyce Dramione. Mam nadzieję, że się spodoba. Komentujcie! I miłego oglądania 


czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział siódmy! - Z pamiętnika Malfoya

Jestem samotnikiem, którego otaczają przyjaciele. Jestem wolną duszą, w zniewolonym ciele. Jestem tym co się udało i tym co ma przejebane. Tym Co nie traci nadziei, ale już się nie łudzi. Tym mało istotnym i tym ważnym.*
               Taki właśnie jestem. Ja Draco Malfoy, o którym wiele osób myśli, że jest bezlitosnym dupkiem, który nie ma serca. Otóż mam serce, mam duszę. Chciał bym być kimś innym niż jestem, ale nie mogę. Cóż życie. Lubie ładne dziewczyny, nocne imprezy, ognistą whisky. Ale lubię też zakuwać w ciemnym koncie biblioteki zapominając o całym świecie. W takich chwilach jestem tylko ja, książki i moje myśli. Co chce w życiu osiągnąć? Prawdę powiedziawszy to nie wiem co chce w życiu osiągnąć. Marzy mi się szczęśliwe spokojne życie które sam sobie ułożę. Ale nawet to nie jest mi dane. Dlaczego? Przez mojego bezwzględnego ojca! Beznadziejnego lizusa Voldemorta. Myśli, że wszystko mu można? Że może sobie rządzić moim życiem? Niestety na obecną chwilę wygląda na to, że może sobie rządzić moim życiem. Że niby mam zostać śmierciorzercą, wyjść za córkę, któregoś z jego głupich kumpli, któregoś z podwładnych Sami-Wiecie-Kogo. A co ze mną? Widocznie nikt już nie liczy się z moim zdaniem. Pytanie dlaczego. Czy jestem już nikim? Jedynymi osobami, które szanują moje zdanie są Pany i Zabini. Znam ich praktycznie całe życie i mogę z ręką na sercu zaświadczyć, że jeżeli ma kogoś nazwać przyjaciółmi to właśnie tę dwójkę. Pytanie gnębiące mnie już od dziecka: Dlaczego moje życie nie może być proste? Dlaczego muszę tańczyć tak jak mi zagrają. Ojciec i Voldemort. Odpowiedź jest prostsza niż się wydaje: jeśli tego nie zrobię grozi mi śmierć, a w najlepszym wypadku potraktowanie Cruciatusem, żadna z tych opcji nie jest jakoś bardzo zadowalająca. Wolę już wykonywać ich rozkazy i mieć spokój. Co prawda będąc pod rozkazami tej psychicznie chorej dwójki szarga sobie opinie, która i tak leży na samym dnie. Wszystkie słowa, czyny, myśli – czuję, że choć należą do mnie to tak naprawdę nie są moje. Czuję, że nie chce tego mówić, robić lub myśleć, ale musze co jest dla mnie osobistym cierpieniem.

                  Uprzykrzanie życia Potterowi i jego rudemu przyjacielowi hmmm... Jeśli mam być szczery nie jest to dla mnie żadna zabawa, nie śmieszy mnie to tak jak w poprzednich latach. Jednak starych przyzwyczajeń nie da się tak łatwo pozbyć. W pewnym sensie zawsze im zazdrościłem, choć z trudem się do tego przyznaję. Bo i jest czego zazdrościć: Potter - wielki "zbawca świata", popularny, większość osób go lubi, zawsze we wszystkim musi być ode mnie lepszy - ani razu nie udało mi się złapać złotego znicza przed nim, a rudzielec, może i pochodzi z biednej rodziny, ale przynajmniej zawsze mógł na niej polegać, ma rodzeństwo, które by w ogień za nim wskoczyło i zawsze mu pomaga. No jest, a raczej była z nimi jeszcze ta Granger, zawsze najlepsza, najmądrzejsza, no tak to zdecydowanie jest dobry powód by brać z niej przykład czy też jej zazdrościć. Choć wróciła i nie jest taka jak wcześniej. Udaje kogoś kim nie jest. Dobra nie powiem wyrobiła się dziewczyna, nie jest już tą niską kujonką z burzą nieokrzesanych włosów, wyładniała i nabrała kształtów, ale to nie zmienia faktu iż to nadal ta sama szlama Granger.

                  Jednak wracając do mnie. Najgorsze nie jest to co wymieniałem wcześniej. Najgorsze jest to, że choć raz chciał bym żeby mój ojciec był ze mnie dumny. Może i jest tyranem, i głupim podwładnym Lorda Voldemorta, ale to nie zmienia faktu, że jest moim ojcem i darzę go szacunkiem i miłością. Kiedy byłem mniejszy marzyłem by spojrzał na mnie i pochwalił moje zachowanie, lub jakikolwiek mój czyn. Teraz kiedy jestem już starszy, a moje rozumienie świata zmieniło się diametralnie z przykrością muszę stwierdzić, że to marzenie dalej jest dla mnie ważne.
Hej, tato, spójrz na mnie. Pomyśl o tym, co było i porozmawiaj ze mną. Czy dorosłem zgodnie z planem? I czy myślisz, że marnuję swój czas, robiąc rzeczy, które chcę robić? Ale to boli, gdy wciąż wszystko potępiasz. I teraz bardzo się staram, by to zrobić po prostu chcę, byś był ze mnie dumny nigdy nie będę dość dobry dla ciebie. Nie mogę udawać, że wszystko jest dobrze, a ty nie możesz mnie zmienić. Ponieważ straciliśmy to wszystko, nic nie trwa wiecznie Przepraszam, nie umiem być idealny teraz jest już za późno.I nie możemy zawrócić**
        Wiem że to tylko głupie marzenie. Znając mojego ojca nigdy się ono nie spełni. Ale można pomarzyć czyż nie? Dobra pamiętniku spadam bo za chwilę zacznie się transmutacja z Gryfonami. Muszę tylko skoczyć do dormitorium po książki. Eh czy to głupie dormitorium prefektów musi być aż na piątym piętrze, przecież to tyle schodów. No cóż muszę to jakoś przeboleć. Może Pansy będzie w dormitorium, mam ochotę sobie z kimś pogadać, dziwne. Kurcze właśnie się zorientowałem, że mówię sam do siebie. Oj Draco nie dobrze się z tobą dzieje nie dobrze. Dora lepiej pójdę już do tego dormitorium zanim całkiem mi odbije i trafie do św. Munga.

          Zamknąłem pamiętnik i pobiegłem po schodach do mojego dormitorium, które z dormitorium Pansy łączył niewielki salonik. Kiedy otworzyłem drzwi usłyszałem głosy dochodzące ze strony uchylonych drzwi dormitorium dziewczyny....

Chcesz żyć, choć ludzie tego nie chcą. Masz nadzieję, choć ludzie robią wszystko by ci ją odebrać. Masz przyjaciół, choć nie wiesz czy możesz ich tak nazwać. Masz rodzinę, choć właściwie jak byś nigdy nie posiadał rodziny. Masz wrogów, choć nie wiesz czemu ich nienawidzisz. Jesteś inteligentny, choć wszyscy wmawiają ci, że są od ciebie mądrzejsi. Mówią Ci, że jesteś kimś, że jesteś ważny, a ty czujesz się na równi z innymi. Chcą Cię zniszczyć, ale ty ciągle wstajesz. Chciałbyś mieć kogoś dla kogo będziesz mógł żyć, ale nikt nie chce być kimś takim. Kłamiesz, nawet wtedy kiedy mówisz prawdę. Masz tajemnice, choć wszyscy wiedzą o tobie wszystko. Uprzykrzasz innym życie, tym samym uprzykrzając je sobie samemu. Ale jesteś sobą i Tego nigdy ci nie zabiorą! 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
* Tekst pochodzi z piosenki Mesajah - Jestem każdym
** Fragment piosenki Simple Plan - Perfekt (oczywiście przetłumaczony)

 Krótki rozdział ale taki właśnie miał być. Pierwszy raz tytuł rozdziały nie jest jednocześnie cytatem z treści, ale jakoś taki tytuł bardzo pasuje mi do tego rozdziału. Wiem że możecie być złe że nie ma tu żadnej akcji a jedynie opis przeżyć Draco, a właściwie jego kartka z pamiętnika, ale od początku planowałam zrobić tak ten rozdział. Dziękuję osoba które to czytają, a tym które pozostawiają po sobie ślad w postaci komentarza jestem podwójnie wdzięczna. Nie wiem kiedy kolejny rozdział się ukarze. Ale może ukarze się jakaś miniaturka za niedługo.



JEŚLI CZYTASZ, A NIE KOMENTUJESZ,  TO NIEZAWODNY ZNAK, ŻE JESTEŚ 

MUGOLEM!!! 


wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział szósty! "Potrzebowałam teraz kogoś jak ona."


           -Hermiona ja wiem.- Powiedziała tajemniczo

         -Co wiesz?- Spytałam odbierając od niej szklaneczkę z trunkiem i upijając łyk. Poczułam w gardle przyjemne pieczenie. Tak to zdecydowania to czego potrzebowałam

           -Ja wiem co się stało twoim rodzicom, i co zapewne ważniejsze wiem kto im to zrobił- Oznajmiła. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam. Czyżby zagadka którą próbuję rozwiązać od dawna nagle znalazła swoje rozwiązanie.

             -Jasne. Żartujesz sobie ze mnie?- Spytałam

           -Nie mówię całkiem poważnie.- Jak by na potwierdzenie swoich słów przyjęła na twarz poważna minę.
           -Czego chcesz za te informacje- Spytałam nie chciało mi się wierzyć, że bez niczego mi to powie. Ona tylko wybuchła śmiechem, i to nie ironicznym czy jakimś wrednym. Była szczerze rozbawiona a jej śmiech był tak zaraźliwy, że i ja leciutko się roześmiałam jednak szybko się opamiętałam i przyjęłam zimny wyraz twarzy. Ona też przestała się śmiać i spojrzała na mnie z powagą.

              -No niczego przecież- Powiedziała jakby to było najbardziej oczywistą rzeczą świata.

             -Haha jasne mam ci uwierzyć, że pomagasz szlamie, przyjaciółce bliznowatego i wieprzleja tak bez niczego.

            -Słuchaj po 1 to ja nie jestem Malfoyem co mnie obchodzi jaką masz krew? Po 2 to wiem, że nie zadajesz się z rudym i bliznowatym. Po 3 to ja nigdy nic do ciebie nie miałam. Po 4 wiem co się stało więc czemu miała bym to trzymać w tajemnicy? Po 5 wydaje mi się że nadajemy na tych samych falach więc warto zagadać i poznać się- Sprostowała.

           -Ok przepraszam, że tak na ciebie najechałam powiedzmy że nie jestem przyzwyczajona, że jakiś ślizgon chce być dla mnie spoko.

         -Ok rozumiem, dobra siadaj czas wszystko wyjaśnić powiedziała i wskazała gestem ręki jeden z foteli. Dopiero teraz zauważyłam jak wygląda pokój, szczerze spodziewała bym się wszystkiego, węży na ścianach, mrocznego wyglądu, mrocznego znaku namalowanego na ścianie, albo pełno zdjęć Malfoya, ale nie tego co zobaczyłam. Mianowicie duży jednak przytulny pokoik w jasnych barwach z wielkim łóżkiem 2 fotelami stolikiem na którym stało teraz wino i dwa kieliszki. Wszystko sprawiało wrażenie takiego ciepłego przytulnego miłego. Pokój był urządzony tak, że człowiek nie miał ochoty stamtąd wychodzić. Usiadła na jednym z foteli a dziewczyna nalała wina i podała mi jeden z kieliszków. Upiłam łyk.

          -Kto ich zabił- Spytałam nie chcąc dużej zwlekać.

           -Może zacznijmy od tego dlaczego to się stało?

          -Wszystko mi jedno Parkinson- Powiedziałam niedbale

        -Pansy, po prostu Pansy- Powiedziała dziewczyna wyciągając dłoń jakbyśmy się nie znały, ale właściwie się nie znałyśmy bo nigdy nie miałyśmy okazji się poznać.

            -Hermiona- Rzuciłam ściskając delikatniej jej dłoń.

         -Myślisz pewnie, że twoi rodzice zginęli z rąk mugoli. Że zapewne dlatego, że mieli jakieś lewe interesy?
           -A nie było tak?- Zdziwiłam się. Dziewczyna miała racje cały czas myślałam, że zabili ich mugole dlatego czułam nienawiść do niemagicznej części świata.

           -Nie. Zabili ich czarodzieje, choć specjalnie zrobili to w iście mugolskim stylu by nie było można niczego podejrzewać.

             -Czemu czarodzieje oni byli mugolami. Magia to nie ich świat- Krzyknęłam

           -Spokojnie Hermiona, rozumiem Cię ale spokojnie. Wiem magia to nie ich świat, ale magia to twój świat Hermiona. Zacznijmy od początku. Hermiona przyjaźniłaś się z Potterem dzieckiem, które przeżyło. Od razu było wiadomo, że jesteś wyjątkowa, mam na myśli to, że jesteś niezwykle mądra. Taka osoba jak ty przy Harrym dawała mu niezwykłą siłę. Dumbledore bał się. Jeśli mam być szczera bał się że Potter pójdzie w ślady Voldemorda a z tobą u boku byłby nie do pokonania. Nie można było do tego dopuścić. Nie chciano Cię zabijać a wiedziano, że dobrowolne odciągniecie cie od przyjaciół jest niemożliwością. Trzeba było zabić twoich rodziców. Wiedziano, że wtedy nie będziesz umiała żyć normalnie i uciekniesz z tej szkoły i uciekniesz od Pottera. Wszystko było dokładnie zaplanowane. Cała akcja miała odbyć się „w białych rękawiczkach” żadnego śladu magii. Dumbledore zlecił to zadanie 2 tajnym członkom zakonu. Nie ważne co to zakon nie będziemy się tym teraz zajmować. Do dziś dnia nie wiadomo kto stał za tą akcją.- Powiedziała jej słowa biły we mnie niczym kule- W noc kiedy odbyła się krwawa zbrodnia na Państwu Granger. 2 mężczyzn wyruszyło o wschodzie i czekało, aż ich córka opuści dom. Kiedy już wyszła oni zaczekali 5 minut i weszli do mieszkania znęcając się nad małżeństwem. Nikt jednak nie przypuszczał, że córka wróci do domu wcześniej, nie wiedzieli co mają zrobić, ogłuszyli ją jakoś i uciekli z miejsca zbrodni. Kiedy w końcu znaleziono rodzinę nie było nawet po co ratować Państwa Granger. Hermione natomiast przewieziono do mugolskiego szpitala. Staramy się by nie dowiedziała się o okolicznościach zdażenia- Cytowała jak wyuczoną na pamięć kartkę z akt policyjnych.

        -Skąd to wszystko wiesz- Jedyne co zdołałam wydusić z siebie. Nie mogłam nic więcej powiedzieć, słowa które brunetka powiedziała wciąż powoli do mnie docierały

       -Mój tata zajmował się tą sprawą w świecie czarodziei, tak właśnie przedstawił mu te sprawę jego współpracownik. Słyszałam jak mówił to mojemu tacie wtedy wiedziałam już, że muszę ci to powiedzieć. Dlaczego? Bo ja też bym chciała znać prawdę jeśli ktoś zabił by moją rodzinę. Hermiona jednak mimo wszystko nie może wyjść na jaw to, że ci powiedziałam rozumiesz. Proszę miały byśmy obie kłopoty- Pokiwałam głową na znak, że się zgadzam- Posłuchaj wiem że pewnie masz żal do Pottera i Dumbledora, ale ten pierwszy nie jest niczemu winien a ten drugi troszczył się bardziej o dobro ogółu. Wiem to go nie usprawiedliwia, ale chce jedynie byś udawała, że dalej nic nie wiesz i zachowywała się w stosunku do wszystkich tak jak przed tą rozmową.- Znów pokiwałam twierdząco głową

         -Dlaczego? Dlaczego oni musieli zginąć? Dlaczego? Niebyli niczemu winni. Mogli zabić Pottera i było by po problemie- Krzyczałam i w duchu dziękowałam dziewczynie że wygłuszyła cały apartament, słychać nas było tylko w sąsiednim pokoju ale ona zapewniała, że nikogo tam nie ma.

          -Spokojnie Hermiona też uważam, że zginęli niewinnie. Musisz być silna oni na pewno by tego chcieli. Ale wiem, że chcesz się pewnie teraz wypłakać- Miała rację cholernie chciałam ale nie mogłam tego okazać, za długo gram bezuczuciową suke żeby teraz się popłakać.

           -Gdzie oni są?- szepnęłam cicho

           -Słucham?

           -Gdzie ich pochowano? Chciała bym to wiedzieć nigdy nie byłam na ich grobie nikt nie wiedział gdzie ich pochowano.

         -Nie wiem jak nazywa się ten cmentarz, ale mogę cię tam zabrać kiedy tylko będziesz chciała.- Powiedziała uprzejmie

             -Jak najszybciej- Powiedziałam choć miałam pewność, że dziewczyna odwlecze to do przynajmniej świąt.

             -Dziś. Noc. Co powiesz na to?- W moim sercu pojawiła się nadzieja. Nadzieja, że w końcu będę mogła im powiedzieć, że przepraszam. Tak czułam się winna po tym co powiedziała mi Pansy. Przecież oni zginęli przeze mnie. Przez to, że zaprzyjaźniłam się z Potterem.

                -Jasne.- Mruknęłam

           Dzień minął mi spokojnie. Była sobota więc nie miałam lekcji. Cały dzień siedziałam u Pansy i rozmawiałyśmy, bardzo się do niej zbliżyłam. Wyżaliłam jej się, że tęsknie że czuję się winna ich śmierci. Ona była inna niż wszyscy. Pozwalała się wygadać i bacznie rozmyślała nad wszystkim co mówiłam dopiero potem pocieszała. I to nie w jakiś błahy sposób w stylu „spokojnie wszystko się ułoży, wszystko będzie dobrze”. O nie ona na wszystko znajdowała rozsądne uzasadnienie, takie, że w prost nie dało się zaprzeczyć jej słowom. Nie poszłyśmy na obiad. Brunetka próbowała mnie namówić żebym poszła bo jedzenie przyda mi się gdyż podobno mizernie wyglądam, ale ja się uparłam więc ona była na tyle solidarna, że również nie poszła na posiłek. Na iście na kolacje też się nie zgodziłam więc ustaliłyśmy że ona pójdzie i załatwi nam, że skrzaty nam coś przyniosą. I tak też się stało po 20 min skrzaty przyniosły nam wyśmienitą kolacje. Szczerze to całe bycie prefektem to świetna rzecz jest jej czego pozazdrościć. Własny duży pokój, skrzaty przyniosą jej posiłki kiedy tylko zapragnie i wiele tego typu wygód. No żyć nie umierać.

          O godzinie 1:30 stałyśmy już na błoniach skąd teleportowałyśmy się na jeden z cmentarzy w Londynie. Nigdy go nie widziałam. Dziewczyna poprowadziła mnie przez rząd pomników aż doszłyśmy do tego, do którego zmierzałyśmy. Pansy przeżegnała się nad grobem po czym dotknęła delikatnie mojego ramienia w geście pocieszenia i oddaliła się kawałek zostawiając mnie samą z moimi rodzicami a właściwie to ich grobem.

          -Witajcie- Zaczęłam- Mamo, Tato. Czemu was już nie ma? Ja was potrzebuję. Obwiniam się o wszystko. O waszą śmierć. O to że w dzień waszej śmierci się z wami pokłóciłam powiedziałam wtedy, że lepiej nie mieć rodziców bo wszystkiego zabraniają. Nie wiecie nawet jak żałuje tych słów. Tak bardzo chciała bym żebyście tu byli. Chciała bym żebyście jak co roku żegnali mnie przed przejściem na peron 93/4 żebyście żegnali mnie z łzami w oczach a ja krzyczała, że robicie mi wstyd. Chce żebyście pisali mi listy o tym jak mnie kochacie jak pękacie z dumy że tak dobrze się uczę. Obwiniam się, że nie powiedziałam wam jak bardzo was kocham. Mamo, Tato mam nadzieje, że teraz mnie widzicie i słyszycie. Chce wam powiedzieć, że bardzo was kocham naprawdę!! Przepraszam za to jaka jestem wiem, że zapewne tego nie pochwalacie, ale nie mogłam inaczej tylko tak zapominałam o bólu po waszej stracie. Obiecuje koniec z sypianiem z byle kim. Tylko chce was jeszcze raz zobaczyć, chce was usłyszeć, chce żebyście to wy mnie skarcili za moje debilne zachowanie. Proszę wróćcie. Tak bardzo mi was brakuje. Mamuś potrzebuje cię! Tak samo jak Taty! Nie daje bez was rady. Błagam wróćcie. Wiem, że to nie możliwe, ale chciała bym was przytulić chciała bym was choć zobaczyć a jedyne co widzę to wasz grób. Nie było mnie nawet na waszym pogrzebie. Mam nadzieje, że był piękny! Kocham was!- Skończyłam a łzy spływały po moich oczach strumieniami, nie dałam rady upadłam na kolana położyłam głowę na grobie i zaczęłam płakać. Wtedy pojawiła się koło mnie Pansy. Pomogła mi stać i przytuliła do siebie pozwalając mi się wypłakać.

          Potrzebowałam teraz takiego kogoś jako ona. Potrzebowałam przyjaciółki, a ona była idealna do tej roli. Kiedy już uspokoiłam się nieco puściła mnie. Wyczarowała wielki bukiet czarnych róż i położyła na białej płycie ich grobu po czym objęła mnie ramieniem i powoli wyprowadziła z cmentarzu.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Mam nadzieje że się podobało przepraszam za możliwe błędy, ale rozdział pisany nocą wiec byłam śpiąca. Przepraszam że taki krótki następny będzie dłuższy obiecuję :***





Pokój Pansy jest taki ładny bo dziewczyna jest prefektem naczelnym 


Zapraszam na mojego aska: http://ask.fm/Forever_Roni




JEŚLI SĄDZISZ, ŻE TWÓJ KOMENTARZ JEST NIEPOTRZEBNY, TO NIE ZAWODNY ZNAK, ŻE JESTEŚ

MUGOLEM!! 


sobota, 25 stycznia 2014

Gdzie mnie znaleźć?

Otóż wiele osób chciało się ze mną skontaktować ale nie miało pojęcia jak, tak wiec daje wam adresy gdzie możecie mnie znaleźć:

Email: forever_roni@wp.pl
GG: 19428134
i coś czego używam najczęściej ASK.FM: http://ask.fm/Forever_Roni

wtorek, 21 stycznia 2014

Rozdział piąty! "Czyżby zagadka którą próbuję rozwiązać od dawna nagle znalazła swoje rozwiązanie?"

Tabum!! Wróciłam, wiem wiem jestem okropna jak mogłam was tak zaniedbać i przez tak długi czas nie dodać rozdziału. Jednak mam wytłumaczenie. Praktycznie w ogóle nie wchodziłam na laptopa, a jak już to żeby zrobić jakieś zadanie domowe Wiem, że mnie to nie tłumaczy w żaden sposób bo każdy z nas ma szkołę i swoje obowiązki, jednak mam nadzieję że zrozumiecie. Dziękuję jeżeli wytrwaliście i dalej czytacie mojego bloga. Liczę na wasze komentarze o to one głównie motywują mnie do działania, żeby już nie przedłużać oto kolejny- Piąty już rozdział. Mam nadzieje, że się spodoba, z góry przepraszam jeśli znajdziecie jakieś błędy i niedociągnięcia.
MIŁEGO CZYTANIA :****


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- […] Twoje plany na przyszłość zawsze były takie ambitne- zaszydził
-Twierdzisz że stała się gorsza od Ciebie? Nie nie jest tak. Nie znasz mnie to się nie wpierdalaj tam gdzie Cię nie potrzeba – Warknęłam
-Mylisz się, znam Cię. Wiem jaka jesteś. Pierdolisz się na prawo i lewo, i myślisz, że wszystko Ci wolno. Gówno prawda, dalej jesteś tą samą wkurzającą kujonicą, tylko teraz ubrałaś jakąś maskę, udajesz kogoś innego. Jesteś żałosna nie potrafisz nawet być sobą
-Pierdol się Malfoy- warknęłam i ruszyłam w stronę wierzy Gryfindoru.
-To ty masz w tym kwalifikacje Granger.- Wrzasnął za mną, ale udawałam, że tego nie usłyszałam. Mam gdzieś jego zdanie nie będzie mi jakiś platynowy ćwok mówił kim jestem.


Tak jak się spodziewałam w pokoju wspólny gryfonów zostałam obrzucona przez dziewczyny spojrzeniem pełnym pogardy. Męska część była podzielona, jedni wciąż patrzyli na mnie ze zdziwieniem nie mogąc uwierzyć w to jak się zmieniłam, inni patrzyli na mnie z pożądaniem w oczach. Do tych drugich spojrzeń byłam już przyzwyczajona, i szczerze powiedziawszy zaczynały mnie powoli nudzić i denerwować. Jeśli mam być szczera kiedy widziałam dziewczynę na, na którą chłopak patrzył z miłością w oczach, zżerała mnie zazdrość. Marzyłam by ktoś na mnie popatrzył z miłością a nie z pożądaniem w oczach. Mimo to posłałam im uwodzicielskie spojrzenie. Nie mogę ukazać ludziom co tak naprawdę czuję, muszę dalej grać zimną bezduszną sukę, która z łatwością uwiedzie każdego. Gdy bym teraz okazała się słaba straciła bym wszystko co budowałam. To było by bezsensu, nie mogę tak się narażać.
Nie wiem właściwie po co ja tu przyszłam może z nudów, może dlatego, żeby uniknąć Malfoya. W sumie to oba mówią prawdę. Czemu go unikam? Proste. Mam wrażenie, że chłopak powoli zaczyna mnie rozgryzać, za dużo wie, za dużo rozumie. Wdając się w dyskusję z nim mogę wpaść w kłopoty odkrywając przed światem moje prawdziwe oblicze. A do tego nie chce dopuścić. Co prawda ludzie zawsze powtarzają, że najważniejsze to być sobą. Jednak w moim przypadku bycie sobą to najgorsza możliwa opcja.
Wyszłam na korytarz i zaczęłam ciszy spacerować zatracając się zupełnie w swoich myślach.
-Ej zaczekaj- Ktoś zawołał za mną. Zatrzymałam się i odwróciłam stronę osoby która mnie wołała.
-Mnie wołasz?- Spytałam widząc dziewczynę mniej-więcej moim wieku, jednak nie zbyt przeze mnie kojarzoną. Miała na sobie szatę Slytherinu.
-Tak Ciebie. Zapewne mnie nie kojarzysz, ale mogły byśmy pogadać?
-W sumie czemu nie, ale trochę nie rozumiem po co. I masz rację nie kojarzę Cię.
-Jestem Pansy Parkinson. Mówi Ci to coś?
-„Serio? Ona? A co ona może ode mnie chcieć, owszem wiem kim jesteś ale nie mam o Tobie zbyt dobrego zdania, kolejna lizuska Malfoya. Ej zaraz ona z nim chyba chodzi z tego co mi wiadomo”- Pomyślałam.
-Tak tak kojarzę. Jesteś dziewczyną Malfoya prawda?-Powiedziałam. Ona szybko wybuchła gromkim nie pohamowanym śmiechem.
-Hahahah...co?... Ja i On?... Kto Ci takich głupot naopowiadał- mówiła wciąż się śmiejąc
-Tak słyszałam
-To ktoś ma bardzo złe informacje
-Spoko, zresztą zapewne nie o tym chcesz pogadać więc o co chodzi?- Spytałam
-Wiesz może lepiej chodźmy gdzie indziej nie będziemy tutaj rozmawiać. Powiadają, że ściany mają uszy- zażartowała. Popatrzyłam na nią z pytającym spojrzeniem -Powiedzmy, że niektórzy uczniowie i uczennice uwielbiają świeże ploteczki, i dużo rzeczy im się przypadkiem obija o uszy.
-Aha, spoko- Rzuciłam niedbale.
-Co powiesz na mój pokój?- Spytała
-Eh to chyba nie jest dobry pomysł, wiesz nie zbyt ciekawą mam u was opinie.
-Spoko, mam własny pokój jako prefekt naczelna-Odparła z dumą. W sumie jej się nie dziwie, serio jest czego pozazdrościć. Ile ja bym oddała by mieć własny pokój z dala od wszystkich debili.- Tylko jest mała tycia wada tego pokoju.- Dodała bardzo cicho
-Mianowicie. - Zaciekawiłam się.
-Od pokoju pewnej osoby dzieli mnie tylko bardzo cienka ściana i wiesz wszystko słychać i w ogóle, ale spoko tej osoby zapewne teraz nie będzie u siebie.
-Jakiej osoby?
-Oj nieważne, serio nikt ważny.- Zapewniła
-To może jednak gdzie indziej pogadamy?- Rzuciłam
-Oj chodź już.- Zażądała i ruszyła w stronę swojego pokoju ciągnąc mnie za sobą, za rękę.


-To tutaj- Powiedziała otwierając drzwi i wchodząc do pomieszczenia zapraszając tym samym do uczynienia tego samego.
-Powiesz mi w końcu kim jest ta osoba, która przypadkiem może być świadkiem całej rozmowy?- Dociekałam
-Jejku mówiłam już, że nie ważne
-No ok jak sobie tam wolisz- Rzuciłam udając, że mam wszystko gdzieś.
-Siadaj, chcesz coś do picia?- Spytała
-Zależy co masz do zaoferowania
-Sok dyniowy, piwo kremowe, choć jak parzę na Ciebie i na mnie sądzę, może lepiej coś mocniejszego, co powiesz na szklaneczkę ognistej
-Jak dla mnie to zajebiście- Oznajmiłam, serio miałam wielką ochotę się napić, ta szkoła strasznie mnie przytłaczała. Ciekawiło mnie jednak co ona ma mi do powiedzenia- No więc o czym chciałaś pogadać
-Hermiona ja wiem.- Powiedziała tajemniczo
-Co wiesz?- Spytałam odbierając od niej szklaneczkę z trunkiem i upijając łyk. Poczułam w gardle przyjemne pieczenie. Tak to zdecydowania to czego potrzebowałam

-Ja wiem co się stało twoim rodzicom, i co zapewne ważniejsze wiem kto im to zrobił- Oznajmiła. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam. Czyżby zagadka którą próbuję rozwiązać od dawna nagle znalazła swoje rozwiązanie?





KOMENTUJCIE! 

KAŻDY KOMENTARZ TO DOWÓD UZNANIA DLA  AUTORA. 

JEŚLI SĄDZISZ, ŻE TWÓJ KOMENTARZ JEST NIEPOTRZEBNY, TO NIEZAWODNY ZNAK, ŻE JESTEŚ
MUGOLEM!!



środa, 18 grudnia 2013

Rozdział czwarty! " Twoje plany na przyszłość zawsze były takie ambitne..."


  Rozdział pisany przez Oli<3                     


  "Z perspektywy Draco"


Przyglądałem się Granger znad stołu Ślizgonów. Jej postać naprawdę mnie intrygowała.
Zmieniła się nie do opisania. Była zupełnie inną dziewczyną, osobą... Czułem się tak, jakby dawna Hermiona zniknęła, umarła. 
Owszem, wyładniała. Zaczęła ubierać się w modne rzeczy, malowała się i w końcu uporządkowała włosy ale to nie wygląd tak bardzo zadziwił mnie po jej powrocie. 
Granger zawsze była grzeczną dziewczynką. Pilnie się uczyła, przyzwoicie ubierała, była uprzejma i zawsze służyła pomocą. Teraz... to był ktoś obcy. 
Z cwanym uśmieszkiem usiadła przy swoim stole, jednak nie tak jak kiedyś, obok Pottera i Weasley'ów. Wybrała koniec stołu gdzie zasiadła wśród jakiś chłopaków i szczerzyła się do nich z byle powodów. 
Zmrużyłem oczy, pragnąc lepiej jej się przyjrzeć. 
Tak, na pewno się nie mylę. Granger stała się wredną jędzą, tyle że w przeciwieństwie do innych podłych dziewczyn, ona była inteligentna. Przynajmniej... kiedyś była. Mam nadzieję, że przynajmniej to w sobie zostawiła. Bez swojej nadnaturalnej mądrości nie pozostałoby w niej już nic wartościowego. 

Dla mnie Granger mogła stać się zajebistą laską. Chciałbym jednak, żeby pozostała... choć w części sobą? Sam nie wiem... Nienawidziłem jej kiedy chodziła wcześniej do tej szkoły! Dlaczego teraz tak uporczywie pragnąłem odnaleźć w niej coś z dawnej Granger? Może dlatego, że stała się konkurencją w byciu "tym złym"? 
A może dlatego... że gdzieś w głębi duszy wiedziałem, że nie jestem dobry. Owszem, nie przeszkadzało mi to, ale Granger nie powinna być do mnie podobna. 

-Dracuuusiu!-zas​zczebiotała Astoria, wieszając mi się na ramieniu. -Co takiego wypatrzyłeś przy stole Gryfonów?-spytał​a, zalotnie trzepocąc rzęsami. 
-Mają tam niezłe laski-odparłem, wzruszając ramionami. Nie obchodziło mnie to, że mogę tym urazić uczucia Greengrass. Chociaż... czy ona w ogóle ma uczucia?
-Żartujesz-stwie​rdziła całkowicie zażenowana. -Myślałam, że jesteśmy razem...
-Och... serio?!-spytałem​, wybuchając ironicznym śmiechem. -To była jedna noc, Greengrass. Może jesteś dobra w łóżku, ale na tym koniec! Pamiętasz? Żadnych zobowiązań-przyp​omniałem jej, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie. 
-Ale...-zaczęła Astoria. Udało mi się jej jednak przerwać. 
-Daj spokój. Tylko się pogrążysz. A teraz idź stąd i daj mi spokój-powiedzia​łem z irytacją. Nie chciałem słuchać wywodów Greengrass na temat naszego przeznaczenia, miłości, czy innych nie istniejących rzeczy. 
Zamiast tego ponownie przeniosłem wzrok na stół Gryfonów gdzie w najlepsze bawiła się Granger. Właśnie popijała kremowe piwo, co chwila szczerząc się do siedzących obok niej chłopaków. 
-Żałosne...-mruk​nąłem, z fascynacją patrząc na to, jak ta szlama się stoczyła. Mimo wszystko interesowało mnie "dlaczego?". Była taka poukładana, odważna i dzielna. Była świetnym materiałem na bohatera, idola małych dziewczynek. 
Postanowiłem dowiedzieć się więcej na temat Hermiony. 


"Z perspektywy Hermiony"


-No i wtedy obudziłam się obok tego faceta... Mówię wam, byłam w szoku. Koleś był koło pięćdziesiątki-d​okończyłam swoją opowieść, zaśmiewając się w najlepsze. -Totalnie obrzydliwe...
-Wiesz... tak sobie myślałem-zaczął jeden z siedzących obok mnie Gryfonów. Nie znałam go. Mimo wszystko wyglądał naprawdę dobrze. Uśmiechnęłam się uroczo, podpierając brodę na ręce. 
-Może wyskoczylibyśmy gdzieś? Razem-spytał, nie zważając na zazdrosne miny swoich kolegów. 
-Z tobą zawsze-odparłam,​ puszczając mu oczko. -A teraz wybaczcie. Muszę lecieć-oświadczy​łam, wstając od stołu. 
-Nic nie zjadłaś...-zauwa​żył jeden z chłopaków. 
-Napiłam się-odparłam, jakby to było oczywiste.Obok mojego miejsca stała jedna pusta butelka po kremowym piwie. Co za kretyn z tego Gryfona...
Chłopak jedynie pokiwał głową, po czym bez słowa pozwolił mi odejść. 
Zmierzałam w stronę wyjścia, kiedy Harry wstał z swojego miejsca i złapał mnie za rękę. 
-Puszczaj-warknę​łam, próbując się wyrwać, jednak chłopak okazał się zbyt silny. Zaciągnął mnie w stronę wyjścia, po czym mało delikatnie pchnął na ścianę. Spojrzałam na niego z oburzeniem, jednak po chwili zastąpiło je rozbawienie. Harry był żałosny, kiedy próbował być poważny. 
-Daj spokój-próbowała​m go odepchnąć z ironicznym uśmiechem. 
-Nie-odparł zdecydowanie. Zaskoczył mnie swoją pewnością siebie. Kiedy się rozstawaliśmy nie był taki pewny siebie. 
-Czego chcesz?-spytałam​, unosząc brwi. 
-Przemówić ci do rozumu.
-Błagam. To teraz nowa ja. Odpuść, musisz to zaakceptować. 
-Ty byś nigdy nie odpuściła. Gdybyś była na moim miejscu. 
-Całe szczęście nie jestem i mogę się cieszyć, że nie uderzy mi do głowy pomysł ratowania takiego kretyna-zauważył​am z ironicznym uśmiechem.
-Kiedyś mi podziękujesz...
-Odwal się-powiedziałam​ całkowicie znudzona. Pchnęłam go i tym razem, udało mi się go od siebie odsunąć. 
-Nie poddam się. Jestem twoim przyjacielem.
-Nie! Nie jesteś-odparłam ze złością.

-On ma rację, Granger.
Nagle usłyszałam za sobą głos. Odwróciłam się, patrząc z zrezygnowaniem na stojącego za moimi plecami Malfoy'a.
-Nie wtrącaj się.
-Daj spokój-zaśmiał się, przybierając na twarz wredny uśmieszek. -Potter chce tylko twojego dobra-stwierdził​ z całkowitą powagą.
Zarówno ja jak i Harry spojrzeliśmy na niego z niedowierzaniem.​
-C-Co?!-spytał Wybraniec, wytrzeszczając oczy.
-Tylko, że... z całym szacunkiem dla Złotego Dziecka... jest ono całkowicie skretyniałe.
O ile to możliwe, szczęka Harry'ego zjechała jeszcze niżej.
-Co chcesz przez to powiedzieć?-spyt​ałam, unosząc brwi ze znudzeniem.
-Tobie nie trzeba przecież pomagać. Tobą trzeba poważnie wstrząsnąć-stwie​rdził z krzywym uśmiechem.

Wzięłam głęboki oddech. Czy oni nie mogli się ode mnie raz na zawsze odpieprzyć.
-Moglibyście chociaż przez chwilę przestać patrzeć na mnie jak na coś zepsutego?!
-Och... kiedy ty jesteś całkiem zepsuta-zauważył​ z przekąsem Malfoy.
Spojrzałam na niego, groźnie mrużąc oczy. Najwyraźniej świetnie się bawił.
-Nie sądzę-odparłam z zadowoleniem. No bo w końcu "nowa ja" była o wiele lepsza od tej starej. Byłam taka bezradna, niewinna i naiwna. Jeżeli chce się przetrwać, trzeba być silnym, musiałam pozbyć się słabości.
Nie miałam wtedy jeszcze pojęcia, że tłumiło się nich we mnie całkiem sporo...
-Czyżby?-zakpił blondyn. -Co takiego musiało się stać, że Panna-Wiem-To-Ws​zystko-I-Jestem-​Święta zmieniła się w taką zimną, pozbawioną jakiejkolwiek moralności sukę?
-Odpuść sobie, Malfoy-wtrącił się Harry, jednak ja wcale nie chciałam żeby się za mną wstawiał. Potrafiłam sobie sama radzić.
-Nic ci do tego-warknęłam ze złością.
-Daj spokój. Co takiego mogło się stać? Podziel się tym. Zabrakło najnowszego wydania Historii Hogwartu w bibliotece i biedna Hermiona nie mogła poradzić sobie z przytłaczającymi​ emocjami?
-Zamknij się.
-Nie, to ty się zamknij i przestań wchodzić mi w drogę. Nie jesteś zła, Granger. Ty po prostu sobie nie radzisz. Lepiej zajmij się sobą, a nie wyżywasz się na niczemu winnych ludziach-warknął​, przybliżając się do mnie tak, że dzieliły nas zaledwie centymetry. Harry przyglądał się wszystkiemu, jednak najwyraźniej odpuścił sobie i po prostu postanowił się przyglądać. 
-Od kiedy to przejmujesz się ludźmi?-spytałam​, akcentując moje zażenowanie lekceważącym prychnięciem.
-Od kiedy stałaś się gorsza ode mnie-oświadczył z podłym uśmiechem. -A teraz idź dalej i wyżyj się na jakiś dzieciakach albo pieprz się w komórce na miotły. Twoje plany na przyszłość zawsze były takie ambitne...

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział trzeci "Co jest z tą dziewczyna? Czemu tak się zmieniła?"

Na początek pragnę was przeprosić, że tak długo nie pojawiał się rozdział, ale nie miałam kiedy pisać jestem tak zagoniona, że jeśli znajdę jakiś czas staram się pisać ale mam tego czasu naprawdę bardzo mało, szkoła, przyjaciele itd.... Do tego ten cholerny brak weny. Po za tym jeszcze laptop mi szwankuje i 3 razy napisałam tekst po czym on mi się usuną i musiałam zacząć od początku, dobra ale nie zamulam już tyle pragnę tylko jeszcze raz przeprosić, prosić żebyście mi wybaczyli i zachęcić do czytania. A teraz Rozdział mam nadzieje że wam się spodoba mimo iż jest krótki i nie zbyt dobry a mi samej nie zbyt się podoba zwłaszcza koniec, no ale nie będę zniechęcać. MIŁEGO CZYTANIE ŻYCZĘ :***** 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



„Z Perspektywy Draco”


Nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem przed chwilą, no kiedy Granger stała się taka pyskata, właściwie to co ona tu robi? Przecież zmieniła szkołę, czyżby postanowiła wrócić zaszlamić naszą szkole po raz kolejny? Swoją drogą niezła dupa się z niej zrobiła, nie powiem, nabrała kształtów, nie ma już takiego siana na głowie tylko ładnie ułożone lekko lokowane włosy, do tego zaczęła się chyba malować, no nie powiem zajebista się z niej laska zrobiła, muszę przyznać brał bym ją, gdyby nie fakt, że to kujonka, szlama, zresztą to Granger, o czym ja w ogóle kurwa myślę przecież to nic nie warta mugolka, takich jak ona powinno się tępić a nie myśleć o niej jak o ósmym cudzie świata. Wracając do konkretów trzeba ją będzie jakoś zniszczyć. Pytanie tylko jak?
-Dracusiu czas wysiadać- zaświergotała tym swoi przesłodzonym głosikiem Astoria, szczerze chyba wolałem jak Pansy się za mną uganiała, ona jest choć ładna, no a poza tym zajebista z niej kumpela, szkoda, że zauważyłem to dopiero w tym roku kiedy przestała się za mną uganiać, teraz chętnie bym się z nią pobujał ale to nie wchodzi w grę. Obiecałem jej, że nie będę jej próbował uwieść ani nic takiego, a Parkinson jest dobrą przyjaciółką więc dotrzymam obietnicy. Kolejne czego żałuje to noc z tą jebniętą Astorią, ja tylko chciałem poruchć,a ona wyobraża sobie teraz bóg wie co.
-Puszczaj mnie- Warknąłem, zdecydowanie jednym z moich najmniej przyjemnych tonów, ale na nią nic nie działa, olała moją wypowiedź i jeszcze bardziej przyległa do mnie.
-Też Cię kocham misiaczku- pisnęła.


„Z Perspektywy Hermiony”


Po rozglądnięciu się po peronie stwierdzam, że niektóre rzeczy się po prostu nigdy nie zmieniają, no ale cóż może i to lepiej, i tak już czuję się dziwnie nieswojo więc po co pogarszać ten stan.
Szybkim krokiem ruszyłam do powozu, który miał mnie zawieść do bram szkoły. Po drodze minęłam Malfoya i uwieszoną na jego szyi jaką szpetną dziewczynę, Malfoy zaszczycił mnie swoim pogardliwym uśmieszkiem, i przeszedł obojętnie próbując zrzucić z siebie łapska dziewczyny, zresztą mniejsza o to, ostatnie czym chce się teraz przejmować to ten nadęty arystokratyczny debil i jego świta.
Usiadłam w pierwszym lepszym powozie i zaczęłam myśleć o wszystkim i o niczym. Z przerażeniem stwierdziłam, że moje myśli schodzą na osobę Malfoya, to prawda przez te lata w których nie uczęszczałam do Hogwartu on zmężniał, wyprzystojniał, nie wiem jak to określić, ale zdecydowanie jest typem chłopaka jaki najbardziej mi się podoba, zresztą kurwa o czym ja myślę, przecież to Malfoy, takich jak on powinno się tępić, a nie myśleć o nim jak o jakimś bogu greckim.
-O Hermionka gdzie uciekłaś wszędzie Cie szukaliśmy- Z rozmyśleń wyrwał mnie głos „moich przyjaciół”
-Niby po co?- Odpowiedziałam oschle, byli ostatnimi osobami z którymi miałam teraz ochotę rozmawiać, Ron, Harry, Ginny, kim oni właściwie dla mnie są, na pewno nie przyjaciółmi, mam wrażenie jak by byli zupełnie obcymi osobami, ich cienie przewijały się co prawda przez zakamarki mojej przeszłości, jednak nie wyryły w niej jakiegoś śladu, który pozwolił by mi teraz porozmawiać z nimi jak z bliskimi mi osobami.
-Jak to po co?- Zdziwił się Ronald, on nigdy nie był za bardzo kumaty to prawda, ale żeby po naszej dzisiejszej wymianie zdań i jeszcze tym oschłym głosie, którego przed chwilą użyłam nie zrozumieć że nie mam ochoty na ich towarzystwo to trzeba być naprawdę tępym.
-Co cię ugryzło Mionka- spytała Ginny z troską
-Nic mnie nie ugryzło. Możecie przestać wreszcie się mnie czepiać?- Warknęłam, nie miałam ochoty na dalszą dyskusje z nimi, jednak do nich to chyba nie docierało.
-Jak to nic cię nie ugryzło, przecież widzimy że coś jest na rzeczy, zachowujesz się jak nie Ty- Powiedział Harry, powoli zaczynało mnie wkurzać opanowanie i troska w ich głosach.
-Co ty pierdolisz? Jak nie ja? Sęk w tym że w ogóle mnie nie znacie, zmieniłam się nie jestem już starą Harmioną, kujonicą, spokojna poukładaną dziewczynką, o nie. Zmieniłam się, może na gorsze może na lepsze, nie wiem nie jestem w stanie tego określi, ale ok, chcecie prawdy? Chcecie wiedzieć jaka jestem? To ok, jestem zimną suką, potrafię kłamać i bezlitośnie niszczyć ludzi, a co najlepsze sprawia mi to przyjemność, chorą satysfakcje. Tak poza tym jestem dziwką, nie rozumiecie, zaczęłam się puszczać na prawo i lewo. Nie próbujcie mnie z tego wyciągać, nie próbujcie mi pomóc, nie próbujcie mnie nawet zrozumieć, lubię moje życie takie jakie jest teraz, więc zostawcie mnie w spokoju, i nie wchodźcie z butami w moje życie!! Jasne?!- Wydzierałam się na nich, skoro olewanie ich nie dało rezultatu trzeba było powiedzieć im całą prawdę by w końcu się od nich uwolnić. Dobra mimo wszystko warto było im to powiedzieć, te miny, po prostu bezcenne, ich wielce zaskoczone miny mówiły same za siebie, byli w wielkim szoku no, ale czego oni się spodziewali że wrócę do szkoły będę się wzorowo uczyć, latać w wspaniale ułożonym szkolnym mundurku, będę z im robić zadania pisać ich eseje i nie sprzeciwiać się ani trochę przy tym? Jeśli tak myśleli to grubo się pomylili, ja nie zamieram wracać do dawnej Hermiony.
Gdy tylko powóz się zatrzymał wyszłam z niego i szybkim, ale gustownym krokiem poszłam do gabinetu dyrektora jak mi kazano zrobić.
-Proszę- Usłyszałam gdy zapukałam do wielkich drzwi gabinetu Profesora Dumbledora
-To ja- Powiedziałam od niechcenia wchodząc do środka
-O to ty Hermiono, a dlaczego nie jesteś jeszcze w szacie?
-Nie zdążyłam się jeszcze przebrać
-To leć do siebie do pokoju, będziesz mieć ten pokój który miałaś gdy ostatnio tu byłaś. No leć szybko, widzimy się za godzinę na wielkiej sali.
-Dobrze. Do widzenia
-Na razie Hermiono

Jaka bezsensowna szkoła, nic jeszcze nie zdążyło się zdarzyć a już się wkurwiłam, bo niby dlaczego kurde uciekłam, no logiczne żeby zapomnieć o przeszłości, a ci debile cisną mnie na siłę na moja przeszłość dając mi akurat ten pokój i jeszcze kurde z tą rudą idiotką, i jak tu się nie wkurzyć, no jak?
Szybko pobiegłam do łazienki nałożyłam najlepszy komplet ubrań jaki miałam aktualnie na wyciągnięcie ręki
-Ja im pokaże ich kochaną Hermonkę- Zaśmiałam się złośliwie do swojego odbicia w lustrze,ten komplet był idealny do tego zadania. Zrobiłam drapieżny makijaż i wyszłam z toalety.
Na wielką sale i kolacje „powitalną” byłam już spóźniona więc miałam pewność że każdy zobaczy moje spektakularne wejście.



„Z Perspektywy Draco”

Jedząc kolacje mój wzrok zawisł na stole gryfonów, nie wiedząc dlaczego przeleciałem cały stół wzrokiem, nigdzie nie zauważyłem szlamy. Dziwne sądziłem, że będzie blisko Pottera i rodzinki Rudzielców, a jednak nie było jej jeszcze na sali.
Kiedy brałem łyk soku z dyni, drzwi wejściowe otworzyły się z wielkim hukiem i wszedł przez nie nie kto inny jak Granger, ale nie wyglądała normalnie, wyglądała, zajebiście, jej urok było tak wielki że prawie udusiłem się łykiem napoju. Wszyscy w szatach a ona przychodzi w zwyczajnych ubraniach, nie to nie są zwyczajne ubrania, i to jak weszła, jej sposób poruszania się taki pewny siebie

Co jest z tą dziewczyna? Czemu tak się zmieniła?