środa, 18 grudnia 2013

Rozdział czwarty! " Twoje plany na przyszłość zawsze były takie ambitne..."


  Rozdział pisany przez Oli<3                     


  "Z perspektywy Draco"


Przyglądałem się Granger znad stołu Ślizgonów. Jej postać naprawdę mnie intrygowała.
Zmieniła się nie do opisania. Była zupełnie inną dziewczyną, osobą... Czułem się tak, jakby dawna Hermiona zniknęła, umarła. 
Owszem, wyładniała. Zaczęła ubierać się w modne rzeczy, malowała się i w końcu uporządkowała włosy ale to nie wygląd tak bardzo zadziwił mnie po jej powrocie. 
Granger zawsze była grzeczną dziewczynką. Pilnie się uczyła, przyzwoicie ubierała, była uprzejma i zawsze służyła pomocą. Teraz... to był ktoś obcy. 
Z cwanym uśmieszkiem usiadła przy swoim stole, jednak nie tak jak kiedyś, obok Pottera i Weasley'ów. Wybrała koniec stołu gdzie zasiadła wśród jakiś chłopaków i szczerzyła się do nich z byle powodów. 
Zmrużyłem oczy, pragnąc lepiej jej się przyjrzeć. 
Tak, na pewno się nie mylę. Granger stała się wredną jędzą, tyle że w przeciwieństwie do innych podłych dziewczyn, ona była inteligentna. Przynajmniej... kiedyś była. Mam nadzieję, że przynajmniej to w sobie zostawiła. Bez swojej nadnaturalnej mądrości nie pozostałoby w niej już nic wartościowego. 

Dla mnie Granger mogła stać się zajebistą laską. Chciałbym jednak, żeby pozostała... choć w części sobą? Sam nie wiem... Nienawidziłem jej kiedy chodziła wcześniej do tej szkoły! Dlaczego teraz tak uporczywie pragnąłem odnaleźć w niej coś z dawnej Granger? Może dlatego, że stała się konkurencją w byciu "tym złym"? 
A może dlatego... że gdzieś w głębi duszy wiedziałem, że nie jestem dobry. Owszem, nie przeszkadzało mi to, ale Granger nie powinna być do mnie podobna. 

-Dracuuusiu!-zas​zczebiotała Astoria, wieszając mi się na ramieniu. -Co takiego wypatrzyłeś przy stole Gryfonów?-spytał​a, zalotnie trzepocąc rzęsami. 
-Mają tam niezłe laski-odparłem, wzruszając ramionami. Nie obchodziło mnie to, że mogę tym urazić uczucia Greengrass. Chociaż... czy ona w ogóle ma uczucia?
-Żartujesz-stwie​rdziła całkowicie zażenowana. -Myślałam, że jesteśmy razem...
-Och... serio?!-spytałem​, wybuchając ironicznym śmiechem. -To była jedna noc, Greengrass. Może jesteś dobra w łóżku, ale na tym koniec! Pamiętasz? Żadnych zobowiązań-przyp​omniałem jej, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie. 
-Ale...-zaczęła Astoria. Udało mi się jej jednak przerwać. 
-Daj spokój. Tylko się pogrążysz. A teraz idź stąd i daj mi spokój-powiedzia​łem z irytacją. Nie chciałem słuchać wywodów Greengrass na temat naszego przeznaczenia, miłości, czy innych nie istniejących rzeczy. 
Zamiast tego ponownie przeniosłem wzrok na stół Gryfonów gdzie w najlepsze bawiła się Granger. Właśnie popijała kremowe piwo, co chwila szczerząc się do siedzących obok niej chłopaków. 
-Żałosne...-mruk​nąłem, z fascynacją patrząc na to, jak ta szlama się stoczyła. Mimo wszystko interesowało mnie "dlaczego?". Była taka poukładana, odważna i dzielna. Była świetnym materiałem na bohatera, idola małych dziewczynek. 
Postanowiłem dowiedzieć się więcej na temat Hermiony. 


"Z perspektywy Hermiony"


-No i wtedy obudziłam się obok tego faceta... Mówię wam, byłam w szoku. Koleś był koło pięćdziesiątki-d​okończyłam swoją opowieść, zaśmiewając się w najlepsze. -Totalnie obrzydliwe...
-Wiesz... tak sobie myślałem-zaczął jeden z siedzących obok mnie Gryfonów. Nie znałam go. Mimo wszystko wyglądał naprawdę dobrze. Uśmiechnęłam się uroczo, podpierając brodę na ręce. 
-Może wyskoczylibyśmy gdzieś? Razem-spytał, nie zważając na zazdrosne miny swoich kolegów. 
-Z tobą zawsze-odparłam,​ puszczając mu oczko. -A teraz wybaczcie. Muszę lecieć-oświadczy​łam, wstając od stołu. 
-Nic nie zjadłaś...-zauwa​żył jeden z chłopaków. 
-Napiłam się-odparłam, jakby to było oczywiste.Obok mojego miejsca stała jedna pusta butelka po kremowym piwie. Co za kretyn z tego Gryfona...
Chłopak jedynie pokiwał głową, po czym bez słowa pozwolił mi odejść. 
Zmierzałam w stronę wyjścia, kiedy Harry wstał z swojego miejsca i złapał mnie za rękę. 
-Puszczaj-warknę​łam, próbując się wyrwać, jednak chłopak okazał się zbyt silny. Zaciągnął mnie w stronę wyjścia, po czym mało delikatnie pchnął na ścianę. Spojrzałam na niego z oburzeniem, jednak po chwili zastąpiło je rozbawienie. Harry był żałosny, kiedy próbował być poważny. 
-Daj spokój-próbowała​m go odepchnąć z ironicznym uśmiechem. 
-Nie-odparł zdecydowanie. Zaskoczył mnie swoją pewnością siebie. Kiedy się rozstawaliśmy nie był taki pewny siebie. 
-Czego chcesz?-spytałam​, unosząc brwi. 
-Przemówić ci do rozumu.
-Błagam. To teraz nowa ja. Odpuść, musisz to zaakceptować. 
-Ty byś nigdy nie odpuściła. Gdybyś była na moim miejscu. 
-Całe szczęście nie jestem i mogę się cieszyć, że nie uderzy mi do głowy pomysł ratowania takiego kretyna-zauważył​am z ironicznym uśmiechem.
-Kiedyś mi podziękujesz...
-Odwal się-powiedziałam​ całkowicie znudzona. Pchnęłam go i tym razem, udało mi się go od siebie odsunąć. 
-Nie poddam się. Jestem twoim przyjacielem.
-Nie! Nie jesteś-odparłam ze złością.

-On ma rację, Granger.
Nagle usłyszałam za sobą głos. Odwróciłam się, patrząc z zrezygnowaniem na stojącego za moimi plecami Malfoy'a.
-Nie wtrącaj się.
-Daj spokój-zaśmiał się, przybierając na twarz wredny uśmieszek. -Potter chce tylko twojego dobra-stwierdził​ z całkowitą powagą.
Zarówno ja jak i Harry spojrzeliśmy na niego z niedowierzaniem.​
-C-Co?!-spytał Wybraniec, wytrzeszczając oczy.
-Tylko, że... z całym szacunkiem dla Złotego Dziecka... jest ono całkowicie skretyniałe.
O ile to możliwe, szczęka Harry'ego zjechała jeszcze niżej.
-Co chcesz przez to powiedzieć?-spyt​ałam, unosząc brwi ze znudzeniem.
-Tobie nie trzeba przecież pomagać. Tobą trzeba poważnie wstrząsnąć-stwie​rdził z krzywym uśmiechem.

Wzięłam głęboki oddech. Czy oni nie mogli się ode mnie raz na zawsze odpieprzyć.
-Moglibyście chociaż przez chwilę przestać patrzeć na mnie jak na coś zepsutego?!
-Och... kiedy ty jesteś całkiem zepsuta-zauważył​ z przekąsem Malfoy.
Spojrzałam na niego, groźnie mrużąc oczy. Najwyraźniej świetnie się bawił.
-Nie sądzę-odparłam z zadowoleniem. No bo w końcu "nowa ja" była o wiele lepsza od tej starej. Byłam taka bezradna, niewinna i naiwna. Jeżeli chce się przetrwać, trzeba być silnym, musiałam pozbyć się słabości.
Nie miałam wtedy jeszcze pojęcia, że tłumiło się nich we mnie całkiem sporo...
-Czyżby?-zakpił blondyn. -Co takiego musiało się stać, że Panna-Wiem-To-Ws​zystko-I-Jestem-​Święta zmieniła się w taką zimną, pozbawioną jakiejkolwiek moralności sukę?
-Odpuść sobie, Malfoy-wtrącił się Harry, jednak ja wcale nie chciałam żeby się za mną wstawiał. Potrafiłam sobie sama radzić.
-Nic ci do tego-warknęłam ze złością.
-Daj spokój. Co takiego mogło się stać? Podziel się tym. Zabrakło najnowszego wydania Historii Hogwartu w bibliotece i biedna Hermiona nie mogła poradzić sobie z przytłaczającymi​ emocjami?
-Zamknij się.
-Nie, to ty się zamknij i przestań wchodzić mi w drogę. Nie jesteś zła, Granger. Ty po prostu sobie nie radzisz. Lepiej zajmij się sobą, a nie wyżywasz się na niczemu winnych ludziach-warknął​, przybliżając się do mnie tak, że dzieliły nas zaledwie centymetry. Harry przyglądał się wszystkiemu, jednak najwyraźniej odpuścił sobie i po prostu postanowił się przyglądać. 
-Od kiedy to przejmujesz się ludźmi?-spytałam​, akcentując moje zażenowanie lekceważącym prychnięciem.
-Od kiedy stałaś się gorsza ode mnie-oświadczył z podłym uśmiechem. -A teraz idź dalej i wyżyj się na jakiś dzieciakach albo pieprz się w komórce na miotły. Twoje plany na przyszłość zawsze były takie ambitne...

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział trzeci "Co jest z tą dziewczyna? Czemu tak się zmieniła?"

Na początek pragnę was przeprosić, że tak długo nie pojawiał się rozdział, ale nie miałam kiedy pisać jestem tak zagoniona, że jeśli znajdę jakiś czas staram się pisać ale mam tego czasu naprawdę bardzo mało, szkoła, przyjaciele itd.... Do tego ten cholerny brak weny. Po za tym jeszcze laptop mi szwankuje i 3 razy napisałam tekst po czym on mi się usuną i musiałam zacząć od początku, dobra ale nie zamulam już tyle pragnę tylko jeszcze raz przeprosić, prosić żebyście mi wybaczyli i zachęcić do czytania. A teraz Rozdział mam nadzieje że wam się spodoba mimo iż jest krótki i nie zbyt dobry a mi samej nie zbyt się podoba zwłaszcza koniec, no ale nie będę zniechęcać. MIŁEGO CZYTANIE ŻYCZĘ :***** 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



„Z Perspektywy Draco”


Nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem przed chwilą, no kiedy Granger stała się taka pyskata, właściwie to co ona tu robi? Przecież zmieniła szkołę, czyżby postanowiła wrócić zaszlamić naszą szkole po raz kolejny? Swoją drogą niezła dupa się z niej zrobiła, nie powiem, nabrała kształtów, nie ma już takiego siana na głowie tylko ładnie ułożone lekko lokowane włosy, do tego zaczęła się chyba malować, no nie powiem zajebista się z niej laska zrobiła, muszę przyznać brał bym ją, gdyby nie fakt, że to kujonka, szlama, zresztą to Granger, o czym ja w ogóle kurwa myślę przecież to nic nie warta mugolka, takich jak ona powinno się tępić a nie myśleć o niej jak o ósmym cudzie świata. Wracając do konkretów trzeba ją będzie jakoś zniszczyć. Pytanie tylko jak?
-Dracusiu czas wysiadać- zaświergotała tym swoi przesłodzonym głosikiem Astoria, szczerze chyba wolałem jak Pansy się za mną uganiała, ona jest choć ładna, no a poza tym zajebista z niej kumpela, szkoda, że zauważyłem to dopiero w tym roku kiedy przestała się za mną uganiać, teraz chętnie bym się z nią pobujał ale to nie wchodzi w grę. Obiecałem jej, że nie będę jej próbował uwieść ani nic takiego, a Parkinson jest dobrą przyjaciółką więc dotrzymam obietnicy. Kolejne czego żałuje to noc z tą jebniętą Astorią, ja tylko chciałem poruchć,a ona wyobraża sobie teraz bóg wie co.
-Puszczaj mnie- Warknąłem, zdecydowanie jednym z moich najmniej przyjemnych tonów, ale na nią nic nie działa, olała moją wypowiedź i jeszcze bardziej przyległa do mnie.
-Też Cię kocham misiaczku- pisnęła.


„Z Perspektywy Hermiony”


Po rozglądnięciu się po peronie stwierdzam, że niektóre rzeczy się po prostu nigdy nie zmieniają, no ale cóż może i to lepiej, i tak już czuję się dziwnie nieswojo więc po co pogarszać ten stan.
Szybkim krokiem ruszyłam do powozu, który miał mnie zawieść do bram szkoły. Po drodze minęłam Malfoya i uwieszoną na jego szyi jaką szpetną dziewczynę, Malfoy zaszczycił mnie swoim pogardliwym uśmieszkiem, i przeszedł obojętnie próbując zrzucić z siebie łapska dziewczyny, zresztą mniejsza o to, ostatnie czym chce się teraz przejmować to ten nadęty arystokratyczny debil i jego świta.
Usiadłam w pierwszym lepszym powozie i zaczęłam myśleć o wszystkim i o niczym. Z przerażeniem stwierdziłam, że moje myśli schodzą na osobę Malfoya, to prawda przez te lata w których nie uczęszczałam do Hogwartu on zmężniał, wyprzystojniał, nie wiem jak to określić, ale zdecydowanie jest typem chłopaka jaki najbardziej mi się podoba, zresztą kurwa o czym ja myślę, przecież to Malfoy, takich jak on powinno się tępić, a nie myśleć o nim jak o jakimś bogu greckim.
-O Hermionka gdzie uciekłaś wszędzie Cie szukaliśmy- Z rozmyśleń wyrwał mnie głos „moich przyjaciół”
-Niby po co?- Odpowiedziałam oschle, byli ostatnimi osobami z którymi miałam teraz ochotę rozmawiać, Ron, Harry, Ginny, kim oni właściwie dla mnie są, na pewno nie przyjaciółmi, mam wrażenie jak by byli zupełnie obcymi osobami, ich cienie przewijały się co prawda przez zakamarki mojej przeszłości, jednak nie wyryły w niej jakiegoś śladu, który pozwolił by mi teraz porozmawiać z nimi jak z bliskimi mi osobami.
-Jak to po co?- Zdziwił się Ronald, on nigdy nie był za bardzo kumaty to prawda, ale żeby po naszej dzisiejszej wymianie zdań i jeszcze tym oschłym głosie, którego przed chwilą użyłam nie zrozumieć że nie mam ochoty na ich towarzystwo to trzeba być naprawdę tępym.
-Co cię ugryzło Mionka- spytała Ginny z troską
-Nic mnie nie ugryzło. Możecie przestać wreszcie się mnie czepiać?- Warknęłam, nie miałam ochoty na dalszą dyskusje z nimi, jednak do nich to chyba nie docierało.
-Jak to nic cię nie ugryzło, przecież widzimy że coś jest na rzeczy, zachowujesz się jak nie Ty- Powiedział Harry, powoli zaczynało mnie wkurzać opanowanie i troska w ich głosach.
-Co ty pierdolisz? Jak nie ja? Sęk w tym że w ogóle mnie nie znacie, zmieniłam się nie jestem już starą Harmioną, kujonicą, spokojna poukładaną dziewczynką, o nie. Zmieniłam się, może na gorsze może na lepsze, nie wiem nie jestem w stanie tego określi, ale ok, chcecie prawdy? Chcecie wiedzieć jaka jestem? To ok, jestem zimną suką, potrafię kłamać i bezlitośnie niszczyć ludzi, a co najlepsze sprawia mi to przyjemność, chorą satysfakcje. Tak poza tym jestem dziwką, nie rozumiecie, zaczęłam się puszczać na prawo i lewo. Nie próbujcie mnie z tego wyciągać, nie próbujcie mi pomóc, nie próbujcie mnie nawet zrozumieć, lubię moje życie takie jakie jest teraz, więc zostawcie mnie w spokoju, i nie wchodźcie z butami w moje życie!! Jasne?!- Wydzierałam się na nich, skoro olewanie ich nie dało rezultatu trzeba było powiedzieć im całą prawdę by w końcu się od nich uwolnić. Dobra mimo wszystko warto było im to powiedzieć, te miny, po prostu bezcenne, ich wielce zaskoczone miny mówiły same za siebie, byli w wielkim szoku no, ale czego oni się spodziewali że wrócę do szkoły będę się wzorowo uczyć, latać w wspaniale ułożonym szkolnym mundurku, będę z im robić zadania pisać ich eseje i nie sprzeciwiać się ani trochę przy tym? Jeśli tak myśleli to grubo się pomylili, ja nie zamieram wracać do dawnej Hermiony.
Gdy tylko powóz się zatrzymał wyszłam z niego i szybkim, ale gustownym krokiem poszłam do gabinetu dyrektora jak mi kazano zrobić.
-Proszę- Usłyszałam gdy zapukałam do wielkich drzwi gabinetu Profesora Dumbledora
-To ja- Powiedziałam od niechcenia wchodząc do środka
-O to ty Hermiono, a dlaczego nie jesteś jeszcze w szacie?
-Nie zdążyłam się jeszcze przebrać
-To leć do siebie do pokoju, będziesz mieć ten pokój który miałaś gdy ostatnio tu byłaś. No leć szybko, widzimy się za godzinę na wielkiej sali.
-Dobrze. Do widzenia
-Na razie Hermiono

Jaka bezsensowna szkoła, nic jeszcze nie zdążyło się zdarzyć a już się wkurwiłam, bo niby dlaczego kurde uciekłam, no logiczne żeby zapomnieć o przeszłości, a ci debile cisną mnie na siłę na moja przeszłość dając mi akurat ten pokój i jeszcze kurde z tą rudą idiotką, i jak tu się nie wkurzyć, no jak?
Szybko pobiegłam do łazienki nałożyłam najlepszy komplet ubrań jaki miałam aktualnie na wyciągnięcie ręki
-Ja im pokaże ich kochaną Hermonkę- Zaśmiałam się złośliwie do swojego odbicia w lustrze,ten komplet był idealny do tego zadania. Zrobiłam drapieżny makijaż i wyszłam z toalety.
Na wielką sale i kolacje „powitalną” byłam już spóźniona więc miałam pewność że każdy zobaczy moje spektakularne wejście.



„Z Perspektywy Draco”

Jedząc kolacje mój wzrok zawisł na stole gryfonów, nie wiedząc dlaczego przeleciałem cały stół wzrokiem, nigdzie nie zauważyłem szlamy. Dziwne sądziłem, że będzie blisko Pottera i rodzinki Rudzielców, a jednak nie było jej jeszcze na sali.
Kiedy brałem łyk soku z dyni, drzwi wejściowe otworzyły się z wielkim hukiem i wszedł przez nie nie kto inny jak Granger, ale nie wyglądała normalnie, wyglądała, zajebiście, jej urok było tak wielki że prawie udusiłem się łykiem napoju. Wszyscy w szatach a ona przychodzi w zwyczajnych ubraniach, nie to nie są zwyczajne ubrania, i to jak weszła, jej sposób poruszania się taki pewny siebie

Co jest z tą dziewczyna? Czemu tak się zmieniła?




poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział drugi! " Jak mogli się śmiać albo chociaż uśmiechać?"

                         Rozdział napisany przez Oli Fajną 




                      All this time I was finding myself                                                                                                                      And I didn't know i was lost...

Powrót okazał się cięższy niż myślałam. Słoneczne ulice i szkoła Hiszpanii bardziej przypadły mi do gusty. Wiecznie mokry, wilgotny i ponury Londyn okazał się jedną wielką masakrą. Było zupełnie tak jak przed laty. Jednym słowem-nudno.
Z dumnie uniesioną głową przeszłam przez magiczną barierę dzielącą świat czarodziejów od tego mugolskiego, o którym z całego serca pragnęłam zapomnieć. Zamierzałam wymazać z mej pamięci wszystkie obrazy w najmniejszym stopniu związane z "tamtym życiem". King's Cross również pozostało takie samo.
Czerwony, lśniący ekspres Londyn-Hogwart stał już na peronie. Młodzi czarodzieje ubrani w czarne, szkolne szaty szczerzyli swe zęby ciesząc się z rozpoczęcia roku szkolnego. Głupki.
Jak mogli nie widzieć tego, co widziałam ja?! Nudni, wymagający nauczyciele, wkurzający, niedorozwinięci rówieśnicy, mnóstwo pracy domowej a co najważniejsze egzaminy. Rok szkolny zapowiadał się trudny już teraz. Jak mogli się cieszyć? ?!Jak mogli się śmiać albo chociaż uśmiechać?
Rozpoczęcie roku szkolnego powinni uznać za dzień żałoby narodowej... Cóż, przynajmniej ich szaty pasowały do nastroju. Tak czy inaczej w przeciwieństwie do mnie byli szczęśliwi, a ja musiałam jakoś to znieść. Nie zważając na ciekawskie spojrzenia uczniów (wszyscy się na mnie gapili), weszłam do pociągu, szukając wolnego przedziału. Przemierzałam korytarz, ciągnąc za sobą swój szkolny kufer, a jedyne co było w mojej głowie to wspomnienia. Niemożliwe jak długo udało mi się je tłumić. Niestety, powrót do Hogwartu oznaczał również powrót do przeszłości. Właśnie znalazłam całkiem pusty przedział kiedy ktoś powiedział za moimi plecami:
-Hermiona? To ty?!
Ginny Weasley stała za moimi plecami, a jej rozentuzjazmowany głos sprawił, że nie mogłam powstrzymać się od wywrócenia oczami. Odwróciłam się ze sztucznym uśmiechem, a widok mojej byłej przyjaciółki mocno mnie zszokował. Rudowłosa, mała dziewczynka wyrosła na piękną, młodą dziewczynę i chcąc nie chcąc musiałam to przyznać.
-Ginny-powiedziałam z udawaną radością. Nie wiedziałam czemu, ale już miałam jej dość. Spotkanie po latach oznaczało opowieści, wspominanie dawnych, wspólnych czasów, a co najważniejsze słuchanie tego jacy oni w przeciwieństwie do mnie w tym czasie byli szczęśliwi.
Ruda podbiegła do mnie, rzucając mi się na szyje. Pozwoliłam jej na chwile sentymentów, by później odsunąć ją od siebie z obojętną miną.
-Masz pojęcie jak za tobą tęskniliśmy?! Zaraz o wszystkim nam opowiesz! Albo nie, najpierw...
-Ginny-przerwałam jej chłodno. -Jestem zmęczona.
-No jasne, chodźmy do przedziału.
Pociągnęła mnie za ramię, nawet nie zważając na moje protesty i tłumaczenie, że "chcę być sama".
Nie mam pojęcia kiedy znalazłam się w przedziale pełnym moich dawnych przyjaciół, z którymi teraz najchętniej nie chciałabym mieć czegokolwiek wspólnego. Po co najmniej godzinie wysłuchiwania wylewnych wyrazów uwielbienia, czy tęsknoty miałam dość.
-Muszę stąd iść-powiedziałam oschle w pewnym momencie.
-Dokąd?-spytał wyraźnie Ron. Merlinie, jak on mnie irytował!
-Nie twój zasrany interes-warknęłam, zapominając, że oni nie znają "nowej mnie". Zamierzałam już rozsunąć drzwi przedziału, jednak w ostateczności mogłam odreagować zmiany na nich. Ich miny były warte co najmniej tysiąc galeonów. Z wyrazem dość mało inteligentnym przypatrywali mi się co jakiś czas wymieniając zszokowane spojrzenia.
-Zamierzacie pozbierać kiedyś zęby z podłogi?-zakpiłam, splatając ręce na piersi.
-Miona, co się z tobą stało?-spytał Harry z szeroko otwartymi oczami.
-Daj spokój-prychnęłam pod nosem z ironicznym uśmiechem. -Co was to niby obchodzi?!
-Byliśmy twoimi przyjaciółmi-powiedziała chicho Ginny.
Akurat. Nigdy nie byli moimi przyjaciółmi. Przyjaciele tak nie postępowali. Podczas pobytu w Hiszpanii nie dostałam od nich ani jednej sowy, listu, najkrótszej wiadomości...
-Byliście-poprawiłam rudą, patrząc na nią z pogardą. Byłam na nich zła. Chociaż... może to dzięki nim miałam okazje odkryć zupełnie nową, lepszą siebie?
-Co takiego się stało, że uległo to zmianie?-spytał Harry, a ja nie mogłam powstrzymać się od szyderczego śmiechu. Co się stało?! Jak głupim trzeba było być by się nie zorientować?
-Fakt, że po głupiej, naiwnej, kujonicy Granger nie ma śladu. Teraz jestem kimś innym. Kimś, kto z większą starannością dobiera sobie przyjaciół.
-Nie wierzę, że to mówisz...-wyznała Ginny patrząc na mnie z ciężkim szokiem. W jej oczach dostrzegłam smutek. Dobrze. Niech wie co czuje się kiedy traci się kogoś na kim ci zależy.
-Jakie to smutne...-zakpiłam, udając wstrząśniętą jej zawodem. -Nara frajerzy!-powiedziałam machając im na pożegnanie. Wyszłam na zewnątrz a potykając się o próg przedziału krzyknęłam jeszcze głośne "kurwa!" co przyprawiło moich byłych przyjaciół o dreszcze. Zupełnie nieprzejęta ich reakcją zaczęłam przechadzać się po korytarzu szukając czegokolwiek co przyciągnie moją uwagę.
Po chwili mogłam już wywracać oczami i prychać z zażenowania. Draco Malfoy siedział w swoim przedziale rozmawiając ze swoją bandą zaślepionych sługusów. Ciekawe o czym gadali... O tym jak ich kumple zakatowali moich rodziców?! A może o tym jak cudowne jest życie skretyniałego śmierciożercy?
Stanęłam i po prostu patrzyłam się na nich przez okno. Z miną tak obojętną jak u dziecka liczącego czerwone samochody przejeżdżające przez ulicę. Właściwie... nie mam pojęcia co czułam patrząc się na mojego dawnego wroga. Wiedziałam jedno. Nienawidziłam go jeszcze bardziej.
Chyba zdał sobie sprawę, że jest obserwowany, bo przeniósł wzrok z jednego ze swoich kumpli i spojrzał mi prosto w oczy. Przez chwile wyglądał na zdziwionego, co przyniosło mi niezrozumiałą satysfakcję. Dopiero później na jego twarzy pojawił się tak dobrze znajomy mi cholerny, ironiczny uśmiech. Mogłoby mnie nie być parędziesiąt lat. Takiego uśmiechu się nie zapomina.
Podszedł do drzwi i rozsunął je patrząc na mnie z ciekawością.
-Spadaj stąd Granger-warknął, a ja spojrzałam na niego jak na gatunek z kosmosu. Splotłam ręce na piersi i obdarzyłam go najbardziej wrednym uśmiechem jaki posiadałam. Punkt dla mnie. Znów go zaskoczyłam.
-Co się z tobą stało Granger?-spytał, a ja zaśmiałam się pod nosem. Czyżby jeden niecodzienny uśmiech tak bardzo rzucał się w oczy?
-Przyszłam cię odwiedzić-powiedziałam tajemniczo. Przygryzłam uwodzicielsko dolną wargę, wyjmując z tylnej kieszeni spodni różdżkę. Miałam ochotę walnąć go Cruciastusem. Tak bardzo mnie wkurzał...
-Nie sądzę bym chciał twojego towarzystwa-mruknął obojętnie. Nie działałam na niego tak jak na innych chłopaków. Mój urok osobisty i wszelkie wdzięki nie miały żadnego sensu. To był Malfoy. Ktoś od kogo kiedyś mogłabym się uczyć. Jego cyniczny sposób bycia był godny podziwu. Teraz... po tylu latach to ja zasługuję na miano "geniusza zła". Wiem jak wykorzystywać, kłamać, ranić i krzywdzić. Wiem jak sprawić by ktoś cierpiał równie mocno co ja.
Wyciągnęłam różdżkę, zastanawiając się jaką klątwę chcę na niego rzucić. Dlaczego chciałam to zrobić? Ot tak, bo był śmierciożercom i przyczynił się do spieprzenia mi życia.
-Schowaj ten patyk, Granger-mruknął z zażenowaniem co jeszcze bardziej mi się spodobało. Nie wiedział do kogo mówi, co mu grozi.
-Hm...-udałam zastanowienie, by po chwili udać entuzjazm i z szerokim uśmiechem powiedzieć "nie".
W Hiszpańskiej szkole nauczyłam się zaklęć niewerbalnych dzięki czemu miałam jeszcze większą przewagę.
Chociaż... Malfoy był śmierciożercą. Na pewno znał czarno magiczne formuły i jego poziom magii był wyższy niż reszty jego rówieśników. Mimo to byłam jak zwykle pewna siebie. Rzuciłam jakąś klątwę. Niegroźną, miała zadać mu jedynie mały ból. Zupełnie się tego nie spodziewał. Zdążył zrobić unik i spojrzeć na mnie z oburzeniem.
-Co do cholery?!-spytał, wyciągając różdżkę z kieszeni swojej szaty. Uśmiechnęłam się, o to mi chodziło.
Wzruszyłam ramionami, zupełnie nie przejęta jego reakcją. Reszta jego towarzyszy przyglądała nam się w milczeniu jakby wiedząc, że w tą walkę nie wolno się wtrącać. Mimo to patrzyli się na mnie z uznaniem. Rzuciłam wyzwanie królowi Slytherinu. Mało kto by się na to odważył. Mogę się założyć, że już wtedy chcieli by mnie w swojej "drużynie lizusów Voldemorta".
-Cóż, Malfoy... Przekonałam się, że bycie zimną suką jest bardziej opłacalne-powiedziałam cicho beznamiętnym tonem.
Uśmiechnął się z pogardą, a ja pożałowałam, że nie trafiłam w niego tą klątwą. Uniósł różdżkę i rozpoczął walkę. Na poważnie. Kolorowe, czasem niebezpieczne zaklęcia odbijały się od ścian pociągu ściągając uwagę co raz to większej ilości osób. Okazało się, że Malfoy jest godnym przeciwnikiem. Poziom jego umiejętności był na naprawdę wysokim poziomie.  Uczniowie zaczęli zbierać się w miejscu naszego pojedynku, jednak my na to nie zważaliśmy. Z zaciętością i determinacją pragnęliśmy udowodnić kto jest lepszy. Widać obydwoje byliśmy w tym dobrzy, bo ani ja, ani on nie odnieśliśmy żadnych obrażeń. Nie dopuszczaliśmy do siebie żadnych zaklęć. Nie mam pojęcia ile by to trwało gdyby nie profesor Slughorn. Przyszedł wściekły do granic możliwości i nie zważając na moje pyskate odzywki wlepił nam szlaban. Pierwszego dnia!
Nienawidzę starucha. Nienawidzę wszystkiego i wszystkich związanych z Hogwartem.
Z obojętną miną przeszłam obok Harry'ego, Rona i Ginny, którzy zdążyli przybiec w miejsce afery. Minęłam Malfoya, który przyglądał mi się z wielką intrygą, jakby zastanawiając się nad tym co stało się dawną "ja".
Na moje szczęście pociąg się zatrzymał, a ja w końcu mogłam wyjść na stację Hogsmade. Oddychając świeżym powietrzem zdążyłam przemyśleć wszystko parę razy. Niczego nie żałowałam. I nigdy nie zamierzałam żałować.

poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział pierwszy! "To już dziś!"

 Obudziły mnie promienie słońca. Spałam nago obok jakiegoś bruneta, również nagiego, na ok miał jakieś,18 może 19 lat, w sumie nie zdziwił mnie widok nieznajomego nagiego faceta w moim łóżku, zdążyłam się już przyzwyczaić, że kończę tak po każdej imprezie, czyli z grubsza codziennie. Nie żeby mi to przeszkadzał o coś, wręcz przeciwnie, lubiłam to. Lubiła się puszczać, była pewnego rodzaju dziwką,kilka razy nawet zdarzyło mi się uprawiać seks za pieniądze, ale nie o tym teraz mowa.
Ból głowy w okolicy skroni był nie do wytrzymania, do tego jeszcze przerażająca suchość w gardle. Leniwie zwlokłam się z łóżka i podeszłam do jednej z półek, na której zawsze były eliksiry na kaca, nie myliłam się, wzięłam jeden z nich i wypiłam duszkiem chcąc jak najszybciej pozbyć się po-imprezowych dolegliwości. Wzięłam z krzesła komplet gotowych ubrań i czystej bielizny i poszłam do łazienki wykonać poranną toaletę. Po około godzinie wyszłam z łazienki, umyta, umalowana i ubrana w przygotowane ubrania. Mojego nocnego towarzysza już nie było, zmył się jak każdy poprzedni, bez jakiegokolwiek słowa. Zabrałam się do zbierania swoich wczorajszych rzeczy i wrzuciłam je do kufra, który stał z boku czekając na wyjazd. Dziś wracam do mojej starej szkoły- Hogwartu. Dziwne, ale coś ciągnie mnie żeby tam wrócić. Niby uciekałam stamtąd z nadzieją, że już nigdy nie będę musiała tam wracać, a teraz robię to dobrowolnie, dobrowolnie chce wrócić.
Z grubsza zgłębiając moją historie, wyglądała ona tak: Grudzień- środek mojego trzeciego roku nauki w Szkole magii i czarodziejstwa Hogwart. Jechałam właśnie do domu na przerwę świąteczną. Na peronie 9 i 3/4 pożegnałam się z Harrym, Ronem i resztą przyjaciół i przeszłam przez ścianie na ruchliwy dworzec King's Cross. Ku mojemu zdziwieniu nie czekali tam na mnie rodzice. Godzinę zajęło mi przeszukanie całego dworca, a efekt był tragiczny, nie znalazła rodziców byłam pozostawiona jak palec na wielkim dworcu i do głowy nie przychodziło mi żadne racjonalne wytłumaczenie zachowania rodziców. Złapałam taksówkę i zapłaciłam jedynymi mugolskimi pieniędzmi jakie miałam w swoim posiadaniu. Taksówkarz dowiózł mnie pod same drzwi mojego domu, wysiadła pospiesznie z samochodu i ruszyłam w stronę wejścia, a taksówkarz odjechał. Przez okno zauważyłam że w domu panuje zupełna ciemność, już chciałam otworzyć drzwi kluczem kiedy one pod wpływem mojego dotyku otworzyły się na całą swoją szerokość ukazując wnętrze domu. To co zobaczyłam dostrzętnie zniszczone, po podłodze walały się meble w kawałkach, szczątki lampy, porozwalane papiery, a na ścianach widniał charakterystyczne ślady od ludzkiej krwi, jednym słowem przerażający widok, stałam na środku obszernego salonu i nie potrafiła wydobyć z siebie żadnego dźwięku czy też w jakikolwiek sposób się poruszyć. W głowię zaczęło mi wirować z przerażenia. Wtedy usłyszałam huk, z ręki wypadła mi książka, z impetem uderzając o posadzkę wydając głośny odgłos. Chwilę potem słychać było czyjeś głośne kroki, zapewne należące do jakiegoś, tęgiego mężczyzny. Pierwszą myślą jaka uderzyła mi wtedy do głowy była myśl, że były to kroki mojego taty, jednak ta perspektywa wydawała się zbyt prosta. Na moje nieszczęście, nie były to jego kroki, jednak tak jak myślałam kroki obcego mi mężczyzny, nie wyglądał zbyt przyjaźnie jednak czego ja się spodziewałam widząc cały bałagan panujący w domu, że wyjdzie miły staruszek, który poczęstuje mnie ciasteczkami i zaprowadzi do rodziców którzy będą cali i zdrowi? Bez sensu przecież to logiczne, że na pewno nic dobrego im się nie przydarzyło, a wskazywały na to chociaż by ślady krwi, którymi przyozdobione były dotąd jednokolorowe ściany mieszkania. Gdy nieznajomy zaczął zbliżać się w moją stronę ja odruchowo zaczęłam się cofać co nie było najlepszym rozwiązaniem ponieważ zaraz się o coś potknęłam i upadłam na podłogę całkowicie zdana na łaskę napastnika, on podszedł w moją stronę, nachylił się nade mną i z mina psychopatycznego mordercy zaczął szeptać mi wprost do ucha.
-To już koniec księżniczko- przerwał wybuchając złowieszczym śmiechem- Już nie masz jak uciec- znów przerwał i uderzył mnie pięścią w twarz wskutek czego z mojego nosa poleciała stróżka krwi.- Zginiesz jak oni.- Po raz kolejny zaśmiał się szyderczo i złowieszczo, co jak co, ale ten śmiech zapewne prześladował mnie będzie do końca moich dni.- Taka bezbronna niewinna dziewczynka, cóż pocznie w rękach takiego złego pana jak ja? Czy...- Tym razem jego monolog przerwał mężczyzna podobnej postury jak on, który właśnie wszedł do salonu, przeszło mi przez myśl, że to może być mój obrońca, jednak zaraz straciłam te myśl ponieważ facet, który czymał mnie do tej pory oddał mnie w ręce tego typa, który chwycił mnie mocno za ramiona i pociągną za sobą na dół do naszej piwnicy. Pierwszą, rzeczą jaka przykuła moją uwagę były stłumione krzyki moich rodziców, skąd wiem, ze ich? To proste ponieważ to oni siedzieli przywiązani do krzeseł na środku piwnicy z ustami zaklejonymi grubą srebrną taśmą, poza dwoma wyżej wymienionymi napastnikami byli jeszcze trzej oprawcy,wszyscy podobnej postury, z nie przyjemnymi wyrazami twarzy i drwiącymi uśmiechami, jeden z nich postanowił zdjąć taśmę z ust mojej rodzicielki.
-Popatrz, popatrz kto się tu znalazł- Powiedział pokazując jej mnie- Twoja kochana córeczka.
-Nic jej nie róbcie- Krzyknęła moja mama.
-Szzzzz- uciszył ja- Nic jej nie zrobimy. Niech sobie popatrzy jak giną jej żałośni rodzice.- W tym momencie wszyscy mężczyźni wybuchli szaleńczym śmiechem.
-Czy twoja córeczka wie jak jej kochani rodzice pałali się gangsterką?
-Zamknij się, ona nie jest niczemu winna- Wrzasnęła matka
-Pozwolił ci się ktoś odzywać szmato- Wrzasnął jeden z nich uderzając ją z impetem pięścią a następnie kopiąc w żebra. Teraz to ja wrzasnęłam, oni gwałtownie odwrócili się w moja stronę, wszyscy prócz mojego ojca, który był nie przytomny możliwe, że już nie żył, przerażała mnie ta perspektywa.
-Uspokój córeczkę, bo stanie jej się krzywda- Powiedział niby spokojnym głodem jeden z oprawców po raz kolejny policzkując mamę podczas gdy inny jeździł jej w dziwny sposób nożem po brzuchu. Mężczyzna wziął zamach i chciał wbić nóż w serce w tym momencie ja po raz kolejny głośno wrzasnęłam, co dało dość dobry rezultat, ponieważ napastnikowi wypadł nóż ręki, jednak była też zła strona medalu, napastnik wziął rozmach uderzył mnie z pięści w skronie a mi zaczęłam odlatywać, rozmywał mi się obraz, szumiało mi w uszach aż w końcu urwał mi się film.
Obudziłam się w szpitalu, w tamtym momencie marzyłam żeby to wszystko okazało się jednym wielkim koszmarem. Tak się jednak nie stało, wszystko okazało się prawdą. Nie wiem jak znalazłam się w szpitalu, wiem jednak, że byłam tam na tyle długo, że ominął mnie pogrzeb rodziców, z czego było mi niezmiernie smutno.
Wakacje spędziłam u rodziny, nie było jednak tak jak dawniej, już się nie uśmiechałam, ani nie płakałam, zostałam doszczętnie wyprana z emocji. Postanowiłam się przeprowadzić i zacząć nowe życie, nowa szkoła to, to co było mi niezbędne.

Teraz chodzę do szkoły w Hiszpanii. Niby wszystko pięknie fajnie prestiżowa szkoła, fajne osoby, ale kurwa w rzeczywistości to nie ma teraz kolorowo. Na początku dostawałam listy od znajomych z Hogwartu, dostawałam masę listów z prośbą o danie oznak życia, na żaden nie odpisałam, jednak wszystkie przeczytałam. Chciałam zatopić smutek w alkoholu, jednak to pogorszyło sprawę, dopiero wtedy zaczęły się narkotyki, imprezy, chłopacy, seks. No właśnie seks. Heh dobra większość z was powie: „Dziewczyno masz dopiero 16 lat” Ale ja puszczam się tak już od dwóch lat, co noc inny, cud że nie jestem jeszcze w ciąży, jednak nie zagłębiając się w szczegóły przejdźmy do sedna sprawy. Dzisiaj wracam do Hogwartu. Jest koniec świat, które jak co roku spędziłam w szkole na piciu i puszczaniu się, standard. Dziś wracam, dziś dowiedzą się jak z kujonki stałam się wredną fałszywą suką a do tego dziwką! To już dziś!

czwartek, 8 sierpnia 2013

Prolog!

 Ból? Strach? Nienawiść?. Nie da się opisać tego co się czuję gdy ktoś na twoich oczach torturuje twoich najbliższych, spadasz w dół bez dna. Chcesz krzyczeć, ale nie możesz, strach blokuje ci gardło. Patrzysz na to jak osoby, które kochasz bezgranicznie zostają brutalnie katowane. A ty siedzisz pod oddaloną ścianą trzymana przez jakiegoś mężczyznę i zza potoku łez wpatrujesz się w katusze, które przechodzą twoi najbliżsi. Jedyne myśli które zajmują ci głowę to te „Dlaczego cierpią oni nie ja?” „Dlaczego nic nie mogę zrobić?” „Dlaczego życie jest tak okrutne?”... Tak to prawda życie nie jest bajką, jest okrutnym demonem, który bawi się nami i krzywdzi kiedy tylko ma na to ochotę.
Bezsilność, to najgorsze uczucie, wyniszcza naszą duszę niczym dementor, ale w tym przypadku jest o wiele gorzej, ty nie masz jak się bronić. Rozrywa ci serce. Słyszysz krzyki bólu twych bliskich oraz szyderczy śmiech napastników, a ty siedzisz cicho bez ruchu trzymana przez wielkiego mężczyznę, strach paraliżuję całe twoje ciało, w tym momencie marzysz tylko by przestać oddychać, ale wiesz że ci którzy teraz umierają w cierpieniach, chcą byś była silna, krzyczą by tamci nic ci nie robili. Wiesz, że jesteś kochana przez ofiary, ponieważ mimo iż to oni umierają i cierpią to troszczą się o ciebie. Czujesz się najsłabsza. Jesteś dumna z odwagi i wytrwałości bliskich.

Potem czujesz tylko ból, i cały świat przestaje istnieć, upadasz na ziemi, twoje oczy się zamykają a ty tracisz świadomość.  







CZYTASZ = KOMENTUJESZ = OBSERWUJESZ !! <3


Pierwszy rozdział pojawi się dopiero jak wrócę z wyjazdu tzn za jakiś tydzień :3 Trzymajcie się ciepło kochani :**