poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział trzeci "Co jest z tą dziewczyna? Czemu tak się zmieniła?"

Na początek pragnę was przeprosić, że tak długo nie pojawiał się rozdział, ale nie miałam kiedy pisać jestem tak zagoniona, że jeśli znajdę jakiś czas staram się pisać ale mam tego czasu naprawdę bardzo mało, szkoła, przyjaciele itd.... Do tego ten cholerny brak weny. Po za tym jeszcze laptop mi szwankuje i 3 razy napisałam tekst po czym on mi się usuną i musiałam zacząć od początku, dobra ale nie zamulam już tyle pragnę tylko jeszcze raz przeprosić, prosić żebyście mi wybaczyli i zachęcić do czytania. A teraz Rozdział mam nadzieje że wam się spodoba mimo iż jest krótki i nie zbyt dobry a mi samej nie zbyt się podoba zwłaszcza koniec, no ale nie będę zniechęcać. MIŁEGO CZYTANIE ŻYCZĘ :***** 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



„Z Perspektywy Draco”


Nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem przed chwilą, no kiedy Granger stała się taka pyskata, właściwie to co ona tu robi? Przecież zmieniła szkołę, czyżby postanowiła wrócić zaszlamić naszą szkole po raz kolejny? Swoją drogą niezła dupa się z niej zrobiła, nie powiem, nabrała kształtów, nie ma już takiego siana na głowie tylko ładnie ułożone lekko lokowane włosy, do tego zaczęła się chyba malować, no nie powiem zajebista się z niej laska zrobiła, muszę przyznać brał bym ją, gdyby nie fakt, że to kujonka, szlama, zresztą to Granger, o czym ja w ogóle kurwa myślę przecież to nic nie warta mugolka, takich jak ona powinno się tępić a nie myśleć o niej jak o ósmym cudzie świata. Wracając do konkretów trzeba ją będzie jakoś zniszczyć. Pytanie tylko jak?
-Dracusiu czas wysiadać- zaświergotała tym swoi przesłodzonym głosikiem Astoria, szczerze chyba wolałem jak Pansy się za mną uganiała, ona jest choć ładna, no a poza tym zajebista z niej kumpela, szkoda, że zauważyłem to dopiero w tym roku kiedy przestała się za mną uganiać, teraz chętnie bym się z nią pobujał ale to nie wchodzi w grę. Obiecałem jej, że nie będę jej próbował uwieść ani nic takiego, a Parkinson jest dobrą przyjaciółką więc dotrzymam obietnicy. Kolejne czego żałuje to noc z tą jebniętą Astorią, ja tylko chciałem poruchć,a ona wyobraża sobie teraz bóg wie co.
-Puszczaj mnie- Warknąłem, zdecydowanie jednym z moich najmniej przyjemnych tonów, ale na nią nic nie działa, olała moją wypowiedź i jeszcze bardziej przyległa do mnie.
-Też Cię kocham misiaczku- pisnęła.


„Z Perspektywy Hermiony”


Po rozglądnięciu się po peronie stwierdzam, że niektóre rzeczy się po prostu nigdy nie zmieniają, no ale cóż może i to lepiej, i tak już czuję się dziwnie nieswojo więc po co pogarszać ten stan.
Szybkim krokiem ruszyłam do powozu, który miał mnie zawieść do bram szkoły. Po drodze minęłam Malfoya i uwieszoną na jego szyi jaką szpetną dziewczynę, Malfoy zaszczycił mnie swoim pogardliwym uśmieszkiem, i przeszedł obojętnie próbując zrzucić z siebie łapska dziewczyny, zresztą mniejsza o to, ostatnie czym chce się teraz przejmować to ten nadęty arystokratyczny debil i jego świta.
Usiadłam w pierwszym lepszym powozie i zaczęłam myśleć o wszystkim i o niczym. Z przerażeniem stwierdziłam, że moje myśli schodzą na osobę Malfoya, to prawda przez te lata w których nie uczęszczałam do Hogwartu on zmężniał, wyprzystojniał, nie wiem jak to określić, ale zdecydowanie jest typem chłopaka jaki najbardziej mi się podoba, zresztą kurwa o czym ja myślę, przecież to Malfoy, takich jak on powinno się tępić, a nie myśleć o nim jak o jakimś bogu greckim.
-O Hermionka gdzie uciekłaś wszędzie Cie szukaliśmy- Z rozmyśleń wyrwał mnie głos „moich przyjaciół”
-Niby po co?- Odpowiedziałam oschle, byli ostatnimi osobami z którymi miałam teraz ochotę rozmawiać, Ron, Harry, Ginny, kim oni właściwie dla mnie są, na pewno nie przyjaciółmi, mam wrażenie jak by byli zupełnie obcymi osobami, ich cienie przewijały się co prawda przez zakamarki mojej przeszłości, jednak nie wyryły w niej jakiegoś śladu, który pozwolił by mi teraz porozmawiać z nimi jak z bliskimi mi osobami.
-Jak to po co?- Zdziwił się Ronald, on nigdy nie był za bardzo kumaty to prawda, ale żeby po naszej dzisiejszej wymianie zdań i jeszcze tym oschłym głosie, którego przed chwilą użyłam nie zrozumieć że nie mam ochoty na ich towarzystwo to trzeba być naprawdę tępym.
-Co cię ugryzło Mionka- spytała Ginny z troską
-Nic mnie nie ugryzło. Możecie przestać wreszcie się mnie czepiać?- Warknęłam, nie miałam ochoty na dalszą dyskusje z nimi, jednak do nich to chyba nie docierało.
-Jak to nic cię nie ugryzło, przecież widzimy że coś jest na rzeczy, zachowujesz się jak nie Ty- Powiedział Harry, powoli zaczynało mnie wkurzać opanowanie i troska w ich głosach.
-Co ty pierdolisz? Jak nie ja? Sęk w tym że w ogóle mnie nie znacie, zmieniłam się nie jestem już starą Harmioną, kujonicą, spokojna poukładaną dziewczynką, o nie. Zmieniłam się, może na gorsze może na lepsze, nie wiem nie jestem w stanie tego określi, ale ok, chcecie prawdy? Chcecie wiedzieć jaka jestem? To ok, jestem zimną suką, potrafię kłamać i bezlitośnie niszczyć ludzi, a co najlepsze sprawia mi to przyjemność, chorą satysfakcje. Tak poza tym jestem dziwką, nie rozumiecie, zaczęłam się puszczać na prawo i lewo. Nie próbujcie mnie z tego wyciągać, nie próbujcie mi pomóc, nie próbujcie mnie nawet zrozumieć, lubię moje życie takie jakie jest teraz, więc zostawcie mnie w spokoju, i nie wchodźcie z butami w moje życie!! Jasne?!- Wydzierałam się na nich, skoro olewanie ich nie dało rezultatu trzeba było powiedzieć im całą prawdę by w końcu się od nich uwolnić. Dobra mimo wszystko warto było im to powiedzieć, te miny, po prostu bezcenne, ich wielce zaskoczone miny mówiły same za siebie, byli w wielkim szoku no, ale czego oni się spodziewali że wrócę do szkoły będę się wzorowo uczyć, latać w wspaniale ułożonym szkolnym mundurku, będę z im robić zadania pisać ich eseje i nie sprzeciwiać się ani trochę przy tym? Jeśli tak myśleli to grubo się pomylili, ja nie zamieram wracać do dawnej Hermiony.
Gdy tylko powóz się zatrzymał wyszłam z niego i szybkim, ale gustownym krokiem poszłam do gabinetu dyrektora jak mi kazano zrobić.
-Proszę- Usłyszałam gdy zapukałam do wielkich drzwi gabinetu Profesora Dumbledora
-To ja- Powiedziałam od niechcenia wchodząc do środka
-O to ty Hermiono, a dlaczego nie jesteś jeszcze w szacie?
-Nie zdążyłam się jeszcze przebrać
-To leć do siebie do pokoju, będziesz mieć ten pokój który miałaś gdy ostatnio tu byłaś. No leć szybko, widzimy się za godzinę na wielkiej sali.
-Dobrze. Do widzenia
-Na razie Hermiono

Jaka bezsensowna szkoła, nic jeszcze nie zdążyło się zdarzyć a już się wkurwiłam, bo niby dlaczego kurde uciekłam, no logiczne żeby zapomnieć o przeszłości, a ci debile cisną mnie na siłę na moja przeszłość dając mi akurat ten pokój i jeszcze kurde z tą rudą idiotką, i jak tu się nie wkurzyć, no jak?
Szybko pobiegłam do łazienki nałożyłam najlepszy komplet ubrań jaki miałam aktualnie na wyciągnięcie ręki
-Ja im pokaże ich kochaną Hermonkę- Zaśmiałam się złośliwie do swojego odbicia w lustrze,ten komplet był idealny do tego zadania. Zrobiłam drapieżny makijaż i wyszłam z toalety.
Na wielką sale i kolacje „powitalną” byłam już spóźniona więc miałam pewność że każdy zobaczy moje spektakularne wejście.



„Z Perspektywy Draco”

Jedząc kolacje mój wzrok zawisł na stole gryfonów, nie wiedząc dlaczego przeleciałem cały stół wzrokiem, nigdzie nie zauważyłem szlamy. Dziwne sądziłem, że będzie blisko Pottera i rodzinki Rudzielców, a jednak nie było jej jeszcze na sali.
Kiedy brałem łyk soku z dyni, drzwi wejściowe otworzyły się z wielkim hukiem i wszedł przez nie nie kto inny jak Granger, ale nie wyglądała normalnie, wyglądała, zajebiście, jej urok było tak wielki że prawie udusiłem się łykiem napoju. Wszyscy w szatach a ona przychodzi w zwyczajnych ubraniach, nie to nie są zwyczajne ubrania, i to jak weszła, jej sposób poruszania się taki pewny siebie

Co jest z tą dziewczyna? Czemu tak się zmieniła?