środa, 18 grudnia 2013

Rozdział czwarty! " Twoje plany na przyszłość zawsze były takie ambitne..."


  Rozdział pisany przez Oli<3                     


  "Z perspektywy Draco"


Przyglądałem się Granger znad stołu Ślizgonów. Jej postać naprawdę mnie intrygowała.
Zmieniła się nie do opisania. Była zupełnie inną dziewczyną, osobą... Czułem się tak, jakby dawna Hermiona zniknęła, umarła. 
Owszem, wyładniała. Zaczęła ubierać się w modne rzeczy, malowała się i w końcu uporządkowała włosy ale to nie wygląd tak bardzo zadziwił mnie po jej powrocie. 
Granger zawsze była grzeczną dziewczynką. Pilnie się uczyła, przyzwoicie ubierała, była uprzejma i zawsze służyła pomocą. Teraz... to był ktoś obcy. 
Z cwanym uśmieszkiem usiadła przy swoim stole, jednak nie tak jak kiedyś, obok Pottera i Weasley'ów. Wybrała koniec stołu gdzie zasiadła wśród jakiś chłopaków i szczerzyła się do nich z byle powodów. 
Zmrużyłem oczy, pragnąc lepiej jej się przyjrzeć. 
Tak, na pewno się nie mylę. Granger stała się wredną jędzą, tyle że w przeciwieństwie do innych podłych dziewczyn, ona była inteligentna. Przynajmniej... kiedyś była. Mam nadzieję, że przynajmniej to w sobie zostawiła. Bez swojej nadnaturalnej mądrości nie pozostałoby w niej już nic wartościowego. 

Dla mnie Granger mogła stać się zajebistą laską. Chciałbym jednak, żeby pozostała... choć w części sobą? Sam nie wiem... Nienawidziłem jej kiedy chodziła wcześniej do tej szkoły! Dlaczego teraz tak uporczywie pragnąłem odnaleźć w niej coś z dawnej Granger? Może dlatego, że stała się konkurencją w byciu "tym złym"? 
A może dlatego... że gdzieś w głębi duszy wiedziałem, że nie jestem dobry. Owszem, nie przeszkadzało mi to, ale Granger nie powinna być do mnie podobna. 

-Dracuuusiu!-zas​zczebiotała Astoria, wieszając mi się na ramieniu. -Co takiego wypatrzyłeś przy stole Gryfonów?-spytał​a, zalotnie trzepocąc rzęsami. 
-Mają tam niezłe laski-odparłem, wzruszając ramionami. Nie obchodziło mnie to, że mogę tym urazić uczucia Greengrass. Chociaż... czy ona w ogóle ma uczucia?
-Żartujesz-stwie​rdziła całkowicie zażenowana. -Myślałam, że jesteśmy razem...
-Och... serio?!-spytałem​, wybuchając ironicznym śmiechem. -To była jedna noc, Greengrass. Może jesteś dobra w łóżku, ale na tym koniec! Pamiętasz? Żadnych zobowiązań-przyp​omniałem jej, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie. 
-Ale...-zaczęła Astoria. Udało mi się jej jednak przerwać. 
-Daj spokój. Tylko się pogrążysz. A teraz idź stąd i daj mi spokój-powiedzia​łem z irytacją. Nie chciałem słuchać wywodów Greengrass na temat naszego przeznaczenia, miłości, czy innych nie istniejących rzeczy. 
Zamiast tego ponownie przeniosłem wzrok na stół Gryfonów gdzie w najlepsze bawiła się Granger. Właśnie popijała kremowe piwo, co chwila szczerząc się do siedzących obok niej chłopaków. 
-Żałosne...-mruk​nąłem, z fascynacją patrząc na to, jak ta szlama się stoczyła. Mimo wszystko interesowało mnie "dlaczego?". Była taka poukładana, odważna i dzielna. Była świetnym materiałem na bohatera, idola małych dziewczynek. 
Postanowiłem dowiedzieć się więcej na temat Hermiony. 


"Z perspektywy Hermiony"


-No i wtedy obudziłam się obok tego faceta... Mówię wam, byłam w szoku. Koleś był koło pięćdziesiątki-d​okończyłam swoją opowieść, zaśmiewając się w najlepsze. -Totalnie obrzydliwe...
-Wiesz... tak sobie myślałem-zaczął jeden z siedzących obok mnie Gryfonów. Nie znałam go. Mimo wszystko wyglądał naprawdę dobrze. Uśmiechnęłam się uroczo, podpierając brodę na ręce. 
-Może wyskoczylibyśmy gdzieś? Razem-spytał, nie zważając na zazdrosne miny swoich kolegów. 
-Z tobą zawsze-odparłam,​ puszczając mu oczko. -A teraz wybaczcie. Muszę lecieć-oświadczy​łam, wstając od stołu. 
-Nic nie zjadłaś...-zauwa​żył jeden z chłopaków. 
-Napiłam się-odparłam, jakby to było oczywiste.Obok mojego miejsca stała jedna pusta butelka po kremowym piwie. Co za kretyn z tego Gryfona...
Chłopak jedynie pokiwał głową, po czym bez słowa pozwolił mi odejść. 
Zmierzałam w stronę wyjścia, kiedy Harry wstał z swojego miejsca i złapał mnie za rękę. 
-Puszczaj-warknę​łam, próbując się wyrwać, jednak chłopak okazał się zbyt silny. Zaciągnął mnie w stronę wyjścia, po czym mało delikatnie pchnął na ścianę. Spojrzałam na niego z oburzeniem, jednak po chwili zastąpiło je rozbawienie. Harry był żałosny, kiedy próbował być poważny. 
-Daj spokój-próbowała​m go odepchnąć z ironicznym uśmiechem. 
-Nie-odparł zdecydowanie. Zaskoczył mnie swoją pewnością siebie. Kiedy się rozstawaliśmy nie był taki pewny siebie. 
-Czego chcesz?-spytałam​, unosząc brwi. 
-Przemówić ci do rozumu.
-Błagam. To teraz nowa ja. Odpuść, musisz to zaakceptować. 
-Ty byś nigdy nie odpuściła. Gdybyś była na moim miejscu. 
-Całe szczęście nie jestem i mogę się cieszyć, że nie uderzy mi do głowy pomysł ratowania takiego kretyna-zauważył​am z ironicznym uśmiechem.
-Kiedyś mi podziękujesz...
-Odwal się-powiedziałam​ całkowicie znudzona. Pchnęłam go i tym razem, udało mi się go od siebie odsunąć. 
-Nie poddam się. Jestem twoim przyjacielem.
-Nie! Nie jesteś-odparłam ze złością.

-On ma rację, Granger.
Nagle usłyszałam za sobą głos. Odwróciłam się, patrząc z zrezygnowaniem na stojącego za moimi plecami Malfoy'a.
-Nie wtrącaj się.
-Daj spokój-zaśmiał się, przybierając na twarz wredny uśmieszek. -Potter chce tylko twojego dobra-stwierdził​ z całkowitą powagą.
Zarówno ja jak i Harry spojrzeliśmy na niego z niedowierzaniem.​
-C-Co?!-spytał Wybraniec, wytrzeszczając oczy.
-Tylko, że... z całym szacunkiem dla Złotego Dziecka... jest ono całkowicie skretyniałe.
O ile to możliwe, szczęka Harry'ego zjechała jeszcze niżej.
-Co chcesz przez to powiedzieć?-spyt​ałam, unosząc brwi ze znudzeniem.
-Tobie nie trzeba przecież pomagać. Tobą trzeba poważnie wstrząsnąć-stwie​rdził z krzywym uśmiechem.

Wzięłam głęboki oddech. Czy oni nie mogli się ode mnie raz na zawsze odpieprzyć.
-Moglibyście chociaż przez chwilę przestać patrzeć na mnie jak na coś zepsutego?!
-Och... kiedy ty jesteś całkiem zepsuta-zauważył​ z przekąsem Malfoy.
Spojrzałam na niego, groźnie mrużąc oczy. Najwyraźniej świetnie się bawił.
-Nie sądzę-odparłam z zadowoleniem. No bo w końcu "nowa ja" była o wiele lepsza od tej starej. Byłam taka bezradna, niewinna i naiwna. Jeżeli chce się przetrwać, trzeba być silnym, musiałam pozbyć się słabości.
Nie miałam wtedy jeszcze pojęcia, że tłumiło się nich we mnie całkiem sporo...
-Czyżby?-zakpił blondyn. -Co takiego musiało się stać, że Panna-Wiem-To-Ws​zystko-I-Jestem-​Święta zmieniła się w taką zimną, pozbawioną jakiejkolwiek moralności sukę?
-Odpuść sobie, Malfoy-wtrącił się Harry, jednak ja wcale nie chciałam żeby się za mną wstawiał. Potrafiłam sobie sama radzić.
-Nic ci do tego-warknęłam ze złością.
-Daj spokój. Co takiego mogło się stać? Podziel się tym. Zabrakło najnowszego wydania Historii Hogwartu w bibliotece i biedna Hermiona nie mogła poradzić sobie z przytłaczającymi​ emocjami?
-Zamknij się.
-Nie, to ty się zamknij i przestań wchodzić mi w drogę. Nie jesteś zła, Granger. Ty po prostu sobie nie radzisz. Lepiej zajmij się sobą, a nie wyżywasz się na niczemu winnych ludziach-warknął​, przybliżając się do mnie tak, że dzieliły nas zaledwie centymetry. Harry przyglądał się wszystkiemu, jednak najwyraźniej odpuścił sobie i po prostu postanowił się przyglądać. 
-Od kiedy to przejmujesz się ludźmi?-spytałam​, akcentując moje zażenowanie lekceważącym prychnięciem.
-Od kiedy stałaś się gorsza ode mnie-oświadczył z podłym uśmiechem. -A teraz idź dalej i wyżyj się na jakiś dzieciakach albo pieprz się w komórce na miotły. Twoje plany na przyszłość zawsze były takie ambitne...