wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział szósty! "Potrzebowałam teraz kogoś jak ona."


           -Hermiona ja wiem.- Powiedziała tajemniczo

         -Co wiesz?- Spytałam odbierając od niej szklaneczkę z trunkiem i upijając łyk. Poczułam w gardle przyjemne pieczenie. Tak to zdecydowania to czego potrzebowałam

           -Ja wiem co się stało twoim rodzicom, i co zapewne ważniejsze wiem kto im to zrobił- Oznajmiła. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam. Czyżby zagadka którą próbuję rozwiązać od dawna nagle znalazła swoje rozwiązanie.

             -Jasne. Żartujesz sobie ze mnie?- Spytałam

           -Nie mówię całkiem poważnie.- Jak by na potwierdzenie swoich słów przyjęła na twarz poważna minę.
           -Czego chcesz za te informacje- Spytałam nie chciało mi się wierzyć, że bez niczego mi to powie. Ona tylko wybuchła śmiechem, i to nie ironicznym czy jakimś wrednym. Była szczerze rozbawiona a jej śmiech był tak zaraźliwy, że i ja leciutko się roześmiałam jednak szybko się opamiętałam i przyjęłam zimny wyraz twarzy. Ona też przestała się śmiać i spojrzała na mnie z powagą.

              -No niczego przecież- Powiedziała jakby to było najbardziej oczywistą rzeczą świata.

             -Haha jasne mam ci uwierzyć, że pomagasz szlamie, przyjaciółce bliznowatego i wieprzleja tak bez niczego.

            -Słuchaj po 1 to ja nie jestem Malfoyem co mnie obchodzi jaką masz krew? Po 2 to wiem, że nie zadajesz się z rudym i bliznowatym. Po 3 to ja nigdy nic do ciebie nie miałam. Po 4 wiem co się stało więc czemu miała bym to trzymać w tajemnicy? Po 5 wydaje mi się że nadajemy na tych samych falach więc warto zagadać i poznać się- Sprostowała.

           -Ok przepraszam, że tak na ciebie najechałam powiedzmy że nie jestem przyzwyczajona, że jakiś ślizgon chce być dla mnie spoko.

         -Ok rozumiem, dobra siadaj czas wszystko wyjaśnić powiedziała i wskazała gestem ręki jeden z foteli. Dopiero teraz zauważyłam jak wygląda pokój, szczerze spodziewała bym się wszystkiego, węży na ścianach, mrocznego wyglądu, mrocznego znaku namalowanego na ścianie, albo pełno zdjęć Malfoya, ale nie tego co zobaczyłam. Mianowicie duży jednak przytulny pokoik w jasnych barwach z wielkim łóżkiem 2 fotelami stolikiem na którym stało teraz wino i dwa kieliszki. Wszystko sprawiało wrażenie takiego ciepłego przytulnego miłego. Pokój był urządzony tak, że człowiek nie miał ochoty stamtąd wychodzić. Usiadła na jednym z foteli a dziewczyna nalała wina i podała mi jeden z kieliszków. Upiłam łyk.

          -Kto ich zabił- Spytałam nie chcąc dużej zwlekać.

           -Może zacznijmy od tego dlaczego to się stało?

          -Wszystko mi jedno Parkinson- Powiedziałam niedbale

        -Pansy, po prostu Pansy- Powiedziała dziewczyna wyciągając dłoń jakbyśmy się nie znały, ale właściwie się nie znałyśmy bo nigdy nie miałyśmy okazji się poznać.

            -Hermiona- Rzuciłam ściskając delikatniej jej dłoń.

         -Myślisz pewnie, że twoi rodzice zginęli z rąk mugoli. Że zapewne dlatego, że mieli jakieś lewe interesy?
           -A nie było tak?- Zdziwiłam się. Dziewczyna miała racje cały czas myślałam, że zabili ich mugole dlatego czułam nienawiść do niemagicznej części świata.

           -Nie. Zabili ich czarodzieje, choć specjalnie zrobili to w iście mugolskim stylu by nie było można niczego podejrzewać.

             -Czemu czarodzieje oni byli mugolami. Magia to nie ich świat- Krzyknęłam

           -Spokojnie Hermiona, rozumiem Cię ale spokojnie. Wiem magia to nie ich świat, ale magia to twój świat Hermiona. Zacznijmy od początku. Hermiona przyjaźniłaś się z Potterem dzieckiem, które przeżyło. Od razu było wiadomo, że jesteś wyjątkowa, mam na myśli to, że jesteś niezwykle mądra. Taka osoba jak ty przy Harrym dawała mu niezwykłą siłę. Dumbledore bał się. Jeśli mam być szczera bał się że Potter pójdzie w ślady Voldemorda a z tobą u boku byłby nie do pokonania. Nie można było do tego dopuścić. Nie chciano Cię zabijać a wiedziano, że dobrowolne odciągniecie cie od przyjaciół jest niemożliwością. Trzeba było zabić twoich rodziców. Wiedziano, że wtedy nie będziesz umiała żyć normalnie i uciekniesz z tej szkoły i uciekniesz od Pottera. Wszystko było dokładnie zaplanowane. Cała akcja miała odbyć się „w białych rękawiczkach” żadnego śladu magii. Dumbledore zlecił to zadanie 2 tajnym członkom zakonu. Nie ważne co to zakon nie będziemy się tym teraz zajmować. Do dziś dnia nie wiadomo kto stał za tą akcją.- Powiedziała jej słowa biły we mnie niczym kule- W noc kiedy odbyła się krwawa zbrodnia na Państwu Granger. 2 mężczyzn wyruszyło o wschodzie i czekało, aż ich córka opuści dom. Kiedy już wyszła oni zaczekali 5 minut i weszli do mieszkania znęcając się nad małżeństwem. Nikt jednak nie przypuszczał, że córka wróci do domu wcześniej, nie wiedzieli co mają zrobić, ogłuszyli ją jakoś i uciekli z miejsca zbrodni. Kiedy w końcu znaleziono rodzinę nie było nawet po co ratować Państwa Granger. Hermione natomiast przewieziono do mugolskiego szpitala. Staramy się by nie dowiedziała się o okolicznościach zdażenia- Cytowała jak wyuczoną na pamięć kartkę z akt policyjnych.

        -Skąd to wszystko wiesz- Jedyne co zdołałam wydusić z siebie. Nie mogłam nic więcej powiedzieć, słowa które brunetka powiedziała wciąż powoli do mnie docierały

       -Mój tata zajmował się tą sprawą w świecie czarodziei, tak właśnie przedstawił mu te sprawę jego współpracownik. Słyszałam jak mówił to mojemu tacie wtedy wiedziałam już, że muszę ci to powiedzieć. Dlaczego? Bo ja też bym chciała znać prawdę jeśli ktoś zabił by moją rodzinę. Hermiona jednak mimo wszystko nie może wyjść na jaw to, że ci powiedziałam rozumiesz. Proszę miały byśmy obie kłopoty- Pokiwałam głową na znak, że się zgadzam- Posłuchaj wiem że pewnie masz żal do Pottera i Dumbledora, ale ten pierwszy nie jest niczemu winien a ten drugi troszczył się bardziej o dobro ogółu. Wiem to go nie usprawiedliwia, ale chce jedynie byś udawała, że dalej nic nie wiesz i zachowywała się w stosunku do wszystkich tak jak przed tą rozmową.- Znów pokiwałam twierdząco głową

         -Dlaczego? Dlaczego oni musieli zginąć? Dlaczego? Niebyli niczemu winni. Mogli zabić Pottera i było by po problemie- Krzyczałam i w duchu dziękowałam dziewczynie że wygłuszyła cały apartament, słychać nas było tylko w sąsiednim pokoju ale ona zapewniała, że nikogo tam nie ma.

          -Spokojnie Hermiona też uważam, że zginęli niewinnie. Musisz być silna oni na pewno by tego chcieli. Ale wiem, że chcesz się pewnie teraz wypłakać- Miała rację cholernie chciałam ale nie mogłam tego okazać, za długo gram bezuczuciową suke żeby teraz się popłakać.

           -Gdzie oni są?- szepnęłam cicho

           -Słucham?

           -Gdzie ich pochowano? Chciała bym to wiedzieć nigdy nie byłam na ich grobie nikt nie wiedział gdzie ich pochowano.

         -Nie wiem jak nazywa się ten cmentarz, ale mogę cię tam zabrać kiedy tylko będziesz chciała.- Powiedziała uprzejmie

             -Jak najszybciej- Powiedziałam choć miałam pewność, że dziewczyna odwlecze to do przynajmniej świąt.

             -Dziś. Noc. Co powiesz na to?- W moim sercu pojawiła się nadzieja. Nadzieja, że w końcu będę mogła im powiedzieć, że przepraszam. Tak czułam się winna po tym co powiedziała mi Pansy. Przecież oni zginęli przeze mnie. Przez to, że zaprzyjaźniłam się z Potterem.

                -Jasne.- Mruknęłam

           Dzień minął mi spokojnie. Była sobota więc nie miałam lekcji. Cały dzień siedziałam u Pansy i rozmawiałyśmy, bardzo się do niej zbliżyłam. Wyżaliłam jej się, że tęsknie że czuję się winna ich śmierci. Ona była inna niż wszyscy. Pozwalała się wygadać i bacznie rozmyślała nad wszystkim co mówiłam dopiero potem pocieszała. I to nie w jakiś błahy sposób w stylu „spokojnie wszystko się ułoży, wszystko będzie dobrze”. O nie ona na wszystko znajdowała rozsądne uzasadnienie, takie, że w prost nie dało się zaprzeczyć jej słowom. Nie poszłyśmy na obiad. Brunetka próbowała mnie namówić żebym poszła bo jedzenie przyda mi się gdyż podobno mizernie wyglądam, ale ja się uparłam więc ona była na tyle solidarna, że również nie poszła na posiłek. Na iście na kolacje też się nie zgodziłam więc ustaliłyśmy że ona pójdzie i załatwi nam, że skrzaty nam coś przyniosą. I tak też się stało po 20 min skrzaty przyniosły nam wyśmienitą kolacje. Szczerze to całe bycie prefektem to świetna rzecz jest jej czego pozazdrościć. Własny duży pokój, skrzaty przyniosą jej posiłki kiedy tylko zapragnie i wiele tego typu wygód. No żyć nie umierać.

          O godzinie 1:30 stałyśmy już na błoniach skąd teleportowałyśmy się na jeden z cmentarzy w Londynie. Nigdy go nie widziałam. Dziewczyna poprowadziła mnie przez rząd pomników aż doszłyśmy do tego, do którego zmierzałyśmy. Pansy przeżegnała się nad grobem po czym dotknęła delikatnie mojego ramienia w geście pocieszenia i oddaliła się kawałek zostawiając mnie samą z moimi rodzicami a właściwie to ich grobem.

          -Witajcie- Zaczęłam- Mamo, Tato. Czemu was już nie ma? Ja was potrzebuję. Obwiniam się o wszystko. O waszą śmierć. O to że w dzień waszej śmierci się z wami pokłóciłam powiedziałam wtedy, że lepiej nie mieć rodziców bo wszystkiego zabraniają. Nie wiecie nawet jak żałuje tych słów. Tak bardzo chciała bym żebyście tu byli. Chciała bym żebyście jak co roku żegnali mnie przed przejściem na peron 93/4 żebyście żegnali mnie z łzami w oczach a ja krzyczała, że robicie mi wstyd. Chce żebyście pisali mi listy o tym jak mnie kochacie jak pękacie z dumy że tak dobrze się uczę. Obwiniam się, że nie powiedziałam wam jak bardzo was kocham. Mamo, Tato mam nadzieje, że teraz mnie widzicie i słyszycie. Chce wam powiedzieć, że bardzo was kocham naprawdę!! Przepraszam za to jaka jestem wiem, że zapewne tego nie pochwalacie, ale nie mogłam inaczej tylko tak zapominałam o bólu po waszej stracie. Obiecuje koniec z sypianiem z byle kim. Tylko chce was jeszcze raz zobaczyć, chce was usłyszeć, chce żebyście to wy mnie skarcili za moje debilne zachowanie. Proszę wróćcie. Tak bardzo mi was brakuje. Mamuś potrzebuje cię! Tak samo jak Taty! Nie daje bez was rady. Błagam wróćcie. Wiem, że to nie możliwe, ale chciała bym was przytulić chciała bym was choć zobaczyć a jedyne co widzę to wasz grób. Nie było mnie nawet na waszym pogrzebie. Mam nadzieje, że był piękny! Kocham was!- Skończyłam a łzy spływały po moich oczach strumieniami, nie dałam rady upadłam na kolana położyłam głowę na grobie i zaczęłam płakać. Wtedy pojawiła się koło mnie Pansy. Pomogła mi stać i przytuliła do siebie pozwalając mi się wypłakać.

          Potrzebowałam teraz takiego kogoś jako ona. Potrzebowałam przyjaciółki, a ona była idealna do tej roli. Kiedy już uspokoiłam się nieco puściła mnie. Wyczarowała wielki bukiet czarnych róż i położyła na białej płycie ich grobu po czym objęła mnie ramieniem i powoli wyprowadziła z cmentarzu.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Mam nadzieje że się podobało przepraszam za możliwe błędy, ale rozdział pisany nocą wiec byłam śpiąca. Przepraszam że taki krótki następny będzie dłuższy obiecuję :***





Pokój Pansy jest taki ładny bo dziewczyna jest prefektem naczelnym 


Zapraszam na mojego aska: http://ask.fm/Forever_Roni




JEŚLI SĄDZISZ, ŻE TWÓJ KOMENTARZ JEST NIEPOTRZEBNY, TO NIE ZAWODNY ZNAK, ŻE JESTEŚ

MUGOLEM!!