-Hermiona
ja wiem.- Powiedziała tajemniczo
-Co
wiesz?- Spytałam odbierając od niej szklaneczkę z trunkiem i
upijając łyk. Poczułam w gardle przyjemne pieczenie. Tak to
zdecydowania to czego potrzebowałam
-Ja
wiem co się stało twoim rodzicom, i co zapewne ważniejsze wiem kto
im to zrobił- Oznajmiła. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie
usłyszałam. Czyżby zagadka którą próbuję rozwiązać od dawna
nagle znalazła swoje rozwiązanie.
-Jasne.
Żartujesz sobie ze mnie?- Spytałam
-Nie
mówię całkiem poważnie.- Jak by na potwierdzenie swoich słów
przyjęła na twarz poważna minę.
-Czego
chcesz za te informacje- Spytałam nie chciało mi się wierzyć, że
bez niczego mi to powie. Ona tylko wybuchła śmiechem, i to nie
ironicznym czy jakimś wrednym. Była szczerze rozbawiona a jej
śmiech był tak zaraźliwy, że i ja leciutko się roześmiałam
jednak szybko się opamiętałam i przyjęłam zimny wyraz twarzy.
Ona też przestała się śmiać i spojrzała na mnie z powagą.
-No
niczego przecież- Powiedziała jakby to było najbardziej oczywistą
rzeczą świata.
-Haha
jasne mam ci uwierzyć, że pomagasz szlamie, przyjaciółce
bliznowatego i wieprzleja tak bez niczego.
-Słuchaj
po 1 to ja nie jestem Malfoyem co mnie obchodzi jaką masz krew? Po 2
to wiem, że nie zadajesz się z rudym i bliznowatym. Po 3 to ja
nigdy nic do ciebie nie miałam. Po 4 wiem co się stało więc czemu
miała bym to trzymać w tajemnicy? Po 5 wydaje mi się że nadajemy
na tych samych falach więc warto zagadać i poznać się-
Sprostowała.
-Ok
przepraszam, że tak na ciebie najechałam powiedzmy że nie jestem
przyzwyczajona, że jakiś ślizgon chce być dla mnie spoko.
-Ok
rozumiem, dobra siadaj czas wszystko wyjaśnić powiedziała i
wskazała gestem ręki jeden z foteli. Dopiero teraz zauważyłam jak
wygląda pokój, szczerze spodziewała bym się wszystkiego, węży
na ścianach, mrocznego wyglądu, mrocznego znaku namalowanego na
ścianie, albo pełno zdjęć Malfoya, ale nie tego co zobaczyłam.
Mianowicie duży jednak przytulny pokoik w jasnych barwach z wielkim
łóżkiem 2 fotelami stolikiem na którym stało teraz wino i dwa
kieliszki. Wszystko sprawiało wrażenie takiego ciepłego
przytulnego miłego. Pokój był urządzony tak, że człowiek nie
miał ochoty stamtąd wychodzić. Usiadła na jednym z foteli a
dziewczyna nalała wina i podała mi jeden z kieliszków. Upiłam
łyk.
-Kto
ich zabił- Spytałam nie chcąc dużej zwlekać.
-Może
zacznijmy od tego dlaczego to się stało?
-Wszystko
mi jedno Parkinson- Powiedziałam niedbale
-Pansy,
po prostu Pansy- Powiedziała dziewczyna wyciągając dłoń jakbyśmy
się nie znały, ale właściwie się nie znałyśmy bo nigdy nie
miałyśmy okazji się poznać.
-Hermiona-
Rzuciłam ściskając delikatniej jej dłoń.
-Myślisz
pewnie, że twoi rodzice zginęli z rąk mugoli. Że zapewne dlatego,
że mieli jakieś lewe interesy?
-A nie
było tak?- Zdziwiłam się. Dziewczyna miała racje cały czas
myślałam, że zabili ich mugole dlatego czułam nienawiść do
niemagicznej części świata.
-Nie.
Zabili ich czarodzieje, choć specjalnie zrobili to w iście
mugolskim stylu by nie było można niczego podejrzewać.
-Czemu
czarodzieje oni byli mugolami. Magia to nie ich świat- Krzyknęłam
-Spokojnie
Hermiona, rozumiem Cię ale spokojnie. Wiem magia to nie ich świat,
ale magia to twój świat Hermiona. Zacznijmy od początku. Hermiona
przyjaźniłaś się z Potterem dzieckiem, które przeżyło. Od razu
było wiadomo, że jesteś wyjątkowa, mam na myśli to, że jesteś
niezwykle mądra. Taka osoba jak ty przy Harrym dawała mu niezwykłą
siłę. Dumbledore bał się. Jeśli mam być szczera bał się że
Potter pójdzie w ślady Voldemorda a z tobą u boku byłby nie do
pokonania. Nie można było do tego dopuścić. Nie chciano Cię
zabijać a wiedziano, że dobrowolne odciągniecie cie od przyjaciół
jest niemożliwością. Trzeba było zabić twoich rodziców.
Wiedziano, że wtedy nie będziesz umiała żyć normalnie i
uciekniesz z tej szkoły i uciekniesz od Pottera. Wszystko było
dokładnie zaplanowane. Cała akcja miała odbyć się „w białych
rękawiczkach” żadnego śladu magii. Dumbledore zlecił to zadanie
2 tajnym członkom zakonu. Nie ważne co to zakon nie będziemy się
tym teraz zajmować. Do dziś dnia nie wiadomo kto stał za tą
akcją.- Powiedziała jej słowa biły we mnie niczym kule- W noc
kiedy odbyła się krwawa zbrodnia na Państwu Granger. 2 mężczyzn
wyruszyło o wschodzie i czekało, aż ich córka opuści dom. Kiedy
już wyszła oni zaczekali 5 minut i weszli do mieszkania znęcając
się nad małżeństwem. Nikt jednak nie przypuszczał, że córka
wróci do domu wcześniej, nie wiedzieli co mają zrobić, ogłuszyli
ją jakoś i uciekli z miejsca zbrodni. Kiedy w końcu znaleziono
rodzinę nie było nawet po co ratować Państwa Granger. Hermione
natomiast przewieziono do mugolskiego szpitala. Staramy się by nie
dowiedziała się o okolicznościach zdażenia- Cytowała jak
wyuczoną na pamięć kartkę z akt policyjnych.
-Skąd
to wszystko wiesz- Jedyne co zdołałam wydusić z siebie. Nie mogłam
nic więcej powiedzieć, słowa które brunetka powiedziała wciąż
powoli do mnie docierały
-Mój
tata zajmował się tą sprawą w świecie czarodziei, tak właśnie
przedstawił mu te sprawę jego współpracownik. Słyszałam jak
mówił to mojemu tacie wtedy wiedziałam już, że muszę ci to
powiedzieć. Dlaczego? Bo ja też bym chciała znać prawdę jeśli
ktoś zabił by moją rodzinę. Hermiona jednak mimo wszystko nie
może wyjść na jaw to, że ci powiedziałam rozumiesz. Proszę
miały byśmy obie kłopoty- Pokiwałam głową na znak, że się
zgadzam- Posłuchaj wiem że pewnie masz żal do Pottera i
Dumbledora, ale ten pierwszy nie jest niczemu winien a ten drugi
troszczył się bardziej o dobro ogółu. Wiem to go nie
usprawiedliwia, ale chce jedynie byś udawała, że dalej nic nie
wiesz i zachowywała się w stosunku do wszystkich tak jak przed tą
rozmową.- Znów pokiwałam twierdząco głową
-Dlaczego?
Dlaczego oni musieli zginąć? Dlaczego? Niebyli niczemu winni. Mogli
zabić Pottera i było by po problemie- Krzyczałam i w duchu
dziękowałam dziewczynie że wygłuszyła cały apartament, słychać
nas było tylko w sąsiednim pokoju ale ona zapewniała, że nikogo
tam nie ma.
-Spokojnie
Hermiona też uważam, że zginęli niewinnie. Musisz być silna oni
na pewno by tego chcieli. Ale wiem, że chcesz się pewnie teraz
wypłakać- Miała rację cholernie chciałam ale nie mogłam tego
okazać, za długo gram bezuczuciową suke żeby teraz się popłakać.
-Gdzie
oni są?- szepnęłam cicho
-Słucham?
-Gdzie
ich pochowano? Chciała bym to wiedzieć nigdy nie byłam na ich
grobie nikt nie wiedział gdzie ich pochowano.
-Nie
wiem jak nazywa się ten cmentarz, ale mogę cię tam zabrać kiedy
tylko będziesz chciała.- Powiedziała uprzejmie
-Jak
najszybciej- Powiedziałam choć miałam pewność, że dziewczyna
odwlecze to do przynajmniej świąt.
-Dziś.
Noc. Co powiesz na to?- W moim sercu pojawiła się nadzieja.
Nadzieja, że w końcu będę mogła im powiedzieć, że przepraszam.
Tak czułam się winna po tym co powiedziała mi Pansy. Przecież oni
zginęli przeze mnie. Przez to, że zaprzyjaźniłam się z Potterem.
-Jasne.-
Mruknęłam
Dzień
minął mi spokojnie. Była sobota więc nie miałam lekcji. Cały
dzień siedziałam u Pansy i rozmawiałyśmy, bardzo się do niej
zbliżyłam. Wyżaliłam jej się, że tęsknie że czuję się winna
ich śmierci. Ona była inna niż wszyscy. Pozwalała się wygadać i
bacznie rozmyślała nad wszystkim co mówiłam dopiero potem
pocieszała. I to nie w jakiś błahy sposób w stylu „spokojnie
wszystko się ułoży, wszystko będzie dobrze”. O nie ona na
wszystko znajdowała rozsądne uzasadnienie, takie, że w prost nie
dało się zaprzeczyć jej słowom. Nie poszłyśmy na obiad.
Brunetka próbowała mnie namówić żebym poszła bo jedzenie przyda
mi się gdyż podobno mizernie wyglądam, ale ja się uparłam więc
ona była na tyle solidarna, że również nie poszła na posiłek.
Na iście na kolacje też się nie zgodziłam więc ustaliłyśmy że
ona pójdzie i załatwi nam, że skrzaty nam coś przyniosą. I tak
też się stało po 20 min skrzaty przyniosły nam wyśmienitą
kolacje. Szczerze to całe bycie prefektem to świetna rzecz jest jej
czego pozazdrościć. Własny duży pokój, skrzaty przyniosą jej
posiłki kiedy tylko zapragnie i wiele tego typu wygód. No żyć nie
umierać.
O
godzinie 1:30 stałyśmy już na błoniach skąd teleportowałyśmy
się na jeden z cmentarzy w Londynie. Nigdy go nie widziałam.
Dziewczyna poprowadziła mnie przez rząd pomników aż doszłyśmy
do tego, do którego zmierzałyśmy. Pansy przeżegnała się nad
grobem po czym dotknęła delikatnie mojego ramienia w geście
pocieszenia i oddaliła się kawałek zostawiając mnie samą z moimi
rodzicami a właściwie to ich grobem.
-Witajcie-
Zaczęłam- Mamo, Tato. Czemu was już nie ma? Ja was potrzebuję.
Obwiniam się o wszystko. O waszą śmierć. O to że w dzień waszej
śmierci się z wami pokłóciłam powiedziałam wtedy, że lepiej
nie mieć rodziców bo wszystkiego zabraniają. Nie wiecie nawet jak
żałuje tych słów. Tak bardzo chciała bym żebyście tu byli.
Chciała bym żebyście jak co roku żegnali mnie przed przejściem
na peron 93/4 żebyście żegnali mnie z łzami
w oczach a ja krzyczała, że robicie mi wstyd. Chce żebyście
pisali mi listy o tym jak mnie kochacie jak pękacie z dumy że tak
dobrze się uczę. Obwiniam się, że nie powiedziałam wam jak
bardzo was kocham. Mamo, Tato mam nadzieje, że teraz mnie widzicie i
słyszycie. Chce wam powiedzieć, że bardzo was kocham naprawdę!!
Przepraszam za to jaka jestem wiem, że zapewne tego nie pochwalacie,
ale nie mogłam inaczej tylko tak zapominałam o bólu po waszej
stracie. Obiecuje koniec z sypianiem z byle kim. Tylko chce was
jeszcze raz zobaczyć, chce was usłyszeć, chce żebyście to wy
mnie skarcili za moje debilne zachowanie. Proszę wróćcie. Tak
bardzo mi was brakuje. Mamuś potrzebuje cię! Tak samo jak Taty! Nie
daje bez was rady. Błagam wróćcie. Wiem, że to nie możliwe, ale
chciała bym was przytulić chciała bym was choć zobaczyć a jedyne
co widzę to wasz grób. Nie było mnie nawet na waszym pogrzebie.
Mam nadzieje, że był piękny! Kocham was!- Skończyłam a łzy
spływały po moich oczach strumieniami, nie dałam rady upadłam na
kolana położyłam głowę na grobie i zaczęłam płakać. Wtedy
pojawiła się koło mnie Pansy. Pomogła mi stać i przytuliła do
siebie pozwalając mi się wypłakać.
Potrzebowałam teraz takiego kogoś jako ona. Potrzebowałam przyjaciółki, a ona była idealna do tej roli. Kiedy już uspokoiłam się nieco puściła mnie. Wyczarowała wielki bukiet czarnych róż i położyła na białej płycie ich grobu po czym objęła mnie ramieniem i powoli wyprowadziła z cmentarzu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieje że się podobało przepraszam za możliwe błędy, ale rozdział pisany nocą wiec byłam śpiąca. Przepraszam że taki krótki następny będzie dłuższy obiecuję :***
![]() |
| Pokój Pansy jest taki ładny bo dziewczyna jest prefektem naczelnym |
Zapraszam na mojego aska: http://ask.fm/Forever_Roni
JEŚLI SĄDZISZ, ŻE TWÓJ KOMENTARZ JEST NIEPOTRZEBNY, TO NIE ZAWODNY ZNAK, ŻE JESTEŚ
MUGOLEM!!

Dumbledore?!? ;oo W życiu, bym nie pomyślała.
OdpowiedzUsuńRozdział świetny ;D
Czekam na kolejny ;)